niedziela, 1 czerwca 2014

Kosogłos



 

                        Autor: Suzanne Collins
                        Tytuł oryginału: Mockingjay
                        Tom: III
                        Gatunek: science-fiction
                        Wydawnictwo: Media Rodzina
                        Ilość stron: 373
                        Ekranizacja: tak (już wkrótce)
 Uwaga! Mogą występować spoilery I części!



Opis:
Nareszcie ujawnia się Trzynasty dystrykt, zdecydowany walczyć przeciw Kapitolowi. Katniss Everdeen, 17-letnia dziewczyna, gdyby nie zdarzenia z ostatnich dwóch lat, nadal byłaby uznawana za dziecko, jednak w oczach mieszkańców Panem, stała się dorosłą kobietą, silną wojowniczką, ofiarą Kapitolu, a co najważniejsze symbolem rebeliantów. Katniss Everdeen to Kosogłos.
Wybucha krwawa, brutalna wojna, dystrykty walczą o wolność, jednak nie tak łatwo pokonać prezydenta Snowa, tym bardziej, że nadal jest on w stanie złamać źródło siły i odwagi rebeliantów, ich Kosogłosa, przeciw, któremu użyje specjalnej „broni”, uwięzionego w Kapitolu, Peete…


Recenzja:
Wojna to zło. Niech każdy, kto uważa podobnie, podniesie rękę do góry. Widzę same uniesione dłonie. W oczach niektórych łzy, tych którzy stracili z tej przyczyny bliskich, którzy są zbyt wrażliwi, to nie jest książka dla nich, albo może i tak, jeśli tylko wytrzymają falę okrucieństwa, przepływającą przez powieść Collins. Inni mogą pocieszać się myślą, że to tylko fikcja, aż nazbyt realna, ale nadal fikcja. Ale czy na pewno? Sądzę, że nie, to powieść, w pewnym sensie, symboliczna, która pokazuje okrucieństwo wojny, siłę władzy i chęć jej zdobycia za wszelką cenę, po trupach do celu, dosłownie. Bo w ostatecznym rozliczeniu, każdy chce tego samego. 
Książka ostrzega, otwiera oczy, przeraża okrucieństwem, bo mimo pomarańczowych włosów, kolorowych stroi i głupoty mieszkańców Kapitolu, na ich miejscu możemy wyobrazić sobie zupełnie innych ludzi. Rozstrzeliwanych na ulicach podczas II wojny światowej, czy choćby tego, co się działo zupełnie nie dawno. 



W recenzji poprzedniej części wspomniałam, że w trylogii Collins nie ma happy-endów. Jak myślicie, miałam rację? Większość z was, którzy przeczytali „Kosogłosa”, pewnie zna odpowiedź na moje pytanie, które wbrew pozorom, nie jest łatwe, bo czy szczęśliwym zakończeniem, można nazwać koniec wojny, patrząc na liczbę osób, które poniosły w niej śmierć, a przecież każda z nich to osobne istnienie, z każdym z nich, wiążą się inne wspomnienia i my też je mamy, tracąc jednego z ulubionych bohaterów, czujemy smutek, ja też straciłam, nawet nie jednego.

Trzecia część trylogii znacznie różniła się od swoich poprzedniczek. Wywarła też zupełnie inne wrażenie na czytelniku, pozostawiła gorzki posmak. Dużo w niej brutalności, scen walki, zabijania niewinnych ludzi, co dla niektórych może być nużące, główna bohaterka wiele razy, załamuje się. W końcu jest jeszcze bardzo młodą kobietą, kto z nas utrzymałby na swoich barkach taki ciężar. Katniss nigdy nie była moją ulubioną postacią w trylogii, choć nigdy nie powiedziałam, że jej nie lubiłam, szczerze, podziwiałam jej siłę, charakter, który potrafił znieść niemal wszystko, ale to tylko człowiek, tylko maszyny potrafią ignorować ból, fizyczny, ale i ten najgorszy z możliwych, psychiczny.

„ - Finnick? – powstrzymuję go. – Może w spodniach?
Opuszcza wzrok na nogi, jakby pierwszy raz zauważył swój strój, po czym jednym ruchem
ściąga swoją koszulę i zostaje w samej bieliźnie.
- Dlaczego? – Przybiera absurdalnie prowokującą pozę. – Czy mój wygląd nie pozwala ci
się skupić?”

Mimo, że w całej powieści panuje smutny nastrój, który obejmuje czytelnika swoimi wielkimi łapskami,  na szczęście czasem je luzuje, choć na kilka chwil, żeby dodać do goryczy trochę humoru. Specyficzny humor Finnicka, którego bardzo polubiłam, ironiczny Haymitch. Oraz momenty, które napełniały czytelnika nadzieją.

„Zaraz, zaraz. Haymitch uśmiecha się do mnie jak psychopata.
  - Właśnie, przecież nie chcielibyśmy stracić naszego małego Kosogłosa teraz, kiedy w końcu zaśpiewał – cedzi z udawaną słodyczą, a ja odnotowuję w pamięci, żeby nie zostawać z nim sam na sam, bo najwyraźniej przez tę durną słuchawkę nachodzą go mordercze myśli.”

źródło
Wspomniałam już o bohaterach, Katniss, każdy już zna, wiele osób ją uwielbia, niektórych drażni, tak i mnie czasem przeszkadzało jej zachowanie, którego momentami nie rozumiałam. Wiele razy zapewniała, że tak bardzo kocha swoich bliskich, ale chciała ich poświęcić dla prywatnej zemsty. Jednak nie można jej miłości poddać wątpliwościom, pomimo tych kilku incydentów, zbyt wiele mamy na to dowodów.
To co Kapitol zrobił z ludźmi jest straszne. Historia Finnicka, zwycięzcy Igrzysk Głodowych, chyba każdy wzruszył się przy tej historii. Prezydent Snow był okrutny, każdy doskonale jest tego świadomy, awoksy(ludzie, którym ucinano języki), organizowanie Igrzysk, terror, jednak władza w Trzynastce, która ma ich ponoć wybawić jest lepsza? Już na początku uderzyło mnie nieludzkie traktowanie „wrogów”, ekipy Katniss z Kapitolu. Nie chcę zdradzić zbyt wiele, bo już dużo napisałam, ale uwierzcie mi, takie zachowanie nie prowadzi do niczego dobrego…

„Jesteśmy kapryśnymi, głupimi istotami o marnej pamięci i wielkim talencie do samozniszczenia.”

Ta trylogia jest niesamowita, nie sposób o niej zapomnieć, skończyłam ją dzień przed napisaniem tej recenzji, ale podczas pisania, w głowie kotłowało mi się milion myśli, dalej czułam to napięcie, a nawet smutek i mieszane uczucia, które tak trudno wyrazić. Posunę się do banalnego stwierdzenia, Suzanne Collins napisała coś prawdziwego. Każdy powinien przeczytać tą trylogię, przemyśleć wszystko i zastanowić się jeszcze raz, do czego to wszystko prowadzi.
Wspomnę jeszcze o jednym szczególe, który jest dosyć istotny, a mianowicie niemożliwość czytania i kończenia „po rozdziale”. Autorka prawie za każdym razem kończąc rozdział, wywoływała w czytelniku uczucie napięcia, świetnie to skonstruowała, choć czasem mnie to niesamowicie denerwowało, kiedy musiałam, książkę na chwilę odłożyć, ale nie pozwalała mi na to, przejmująca do głębi ciekawość.

Jeszcze raz to napiszę, ta trylogia jest niesamowita. Każdy musi ją przeczytać, historia, jest przejmująca, wciągająca, a przede wszystkim mądra. Wstrząsa czytelnikiem i ukazuje mu prawdziwość wojen, rewolucji. Podziwiam Collins, za fikcyjny świat, który stworzyła i za sposób w jaki przekazała nam to wszystko. Bo wojna to zło i każdy powinien o tym pamiętać. „Prawda czy fałsz?”
Ocena III książki, jest niższa niż poprzednich części, ale gdybym miała wystawić ją całej serii, zdecydowanie dałabym mocne 9. Kończę słowami Effie Trinket „niech los zawsze wam sprzyja!” i czytajcie, bo warto.

Moja ocena:
7/10

 Zobacz także: 
 Okładka książki Igrzyska śmierciOkładka książki W pierścieniu ognia

<--- Cudowne prawda?
Nie było mnie ostatnio dłużej niż zwykle, a to przez to, że 28 maja, o godzinie około 19, oficjalnie rozpoczęłam wakacje!!!
Nie było mnie kilka dni w domu, ale teraz już wracam, pełna sił i motywacji.
Wszystkie zaległości postaram się na dniach nadrobić, a was zapraszam za kilka dni, na konkurs, w trakcie, którego przygotowań właśnie jestem. :D