wtorek, 1 kwietnia 2014

Carrie



 

                 

                 Autor: Stephen King
                 Gatunek: horror
                 I wydanie: 1974
                 Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
                 Ilość stron: 240
                 Ekranizacja: tak
 

 




Opis:
Kiedy zdolności nadprzyrodzone posiada nieodpowiednia osoba, świat stoi w obliczu zagrożenia, śmiertelnego zagrożenia.
Telekineza- zdolność do przenoszenia przedmiotów za pomocą myśli oraz możliwość częściowej kontroli nad umysłami innych osób.
Carrie, licealistka, kozioł ofiarny całej szkoły, córka fanatyczki religijnej, a co najważniejsze, posiadaczka genu telekinezy…
Chamberlain, zupełnie zwykłe, małe miasteczko, w którym życie toczy się z dnia na dzień. Ludzie są tacy jak wszędzie i jak w każdym innym miejscu, natrafiamy na typową amerykańską szkołę, w której co roku wybierany jest król i królowa wiosennego balu, i jak w każdej innej szkole, także i tutaj musi być kozioł ofiarny, żeby inni mieli uciechę. Okrutność młodzieży jest nieobliczalna, ale kiedy nadchodzi zemsta, niech wszyscy budują schrony, bo nie będzie litości.

 
Stephen King
Recenzja:
„Carrie” to debiut króla horroru, a komu właściwie przypadł ten tytuł? Domyślam się, że większość czytelników zna odpowiedź, więc uznajmy to za pytanie retoryczne. Stephen King to mistrz w swoim gatunku, wszyscy tak mówią, piszą i nikt temu nie zaprzecza. Przeglądając strony internetowe, wielokrotnie natykałam się na to nazwisko i w końcu powiedziałam „koniec”, ale czego? „Koniec mojej nieznajomości Kinga, koniecznie muszę go poznać.” I tak zrobiłam, odsunęłam kupkę książek, czekających na mnie koło łóżka i pomaszerowałam po konkretny cel. Jak zaplanowałam, tak też zrobiłam, a mój wybór padł na sam debiut autora. Przyznaję, bałam się, bo jakby nie patrzeć, między 1974 rokiem a 2014 jest spory okres czasu i choć teraz Kinga uznajemy, jak mówi samo jego nazwisko, za króla horroru, to może stał się on nim w tym okresie pomiędzy, a swój talent udoskonalił od momentu napisania debiutu. Poprawka, na pewno to zrobił, więc „Carrie” logicznie rzecz biorąc, będzie znacznie słabsza niż pozostałe jego dzieła i może stracę chęć do czytania innych jego książek... Nic bardziej mylnego! Nie czytałam jak na razie żadnej innej książki tego autora, ale że jest słaba, to grzech powiedzieć, a co dopiero napisać. Książka jest naprawdę dobra, o czym przekonacie się w dalszej części moich recenzji.
 
„Byliśmy dziećmi, które starały się postępować jak najlepiej…”

To, co wydaje się dobre, niekoniecznie takie właśnie jest i często przynosi ze sobą fatalne  skutki, które mogą odwrócić świat do góry nogami, nie jednej, ale wielu osobom. Gdybym tylko wiedziała wcześniej. Gdybym tylko mogła cofnąć czas. Gdybym, gdybym, co by było gdyby… Możemy myśleć, możemy rozważać na setki różnych sposób nasze postępowania, ale czasu cofnąć nie potrafimy, przewidzieć, co się stanie, tym bardziej. I choć możemy myśleć, że robimy dobrze, nie przewidzimy wszystkiego, bo kto by pomyślał, że jadąc do kościoła, wydarzy się wypadek samochody, w którym zginie nasz syn. A przecież chcieliśmy dobrze. Po tym wszystkim zostaje tylko trauma i poczucie winy, że to ja prowadziłam, że to ja wpadłam na pomysł, żeby jechać się pomodlić. Takie myślenie, to kompletna głupota i o tym wiemy, ale nie potrafimy się go pozbyć.
Myślę, że już wiecie mniej więcej, co chcę wam przekazać. Tak więc ruszmy wyobraźnią i postawmy się na miejscu dziewczyny, która przyczyniła się do tego, że Carrie znalazła się na balu, a co więcej, na imprezie podczas, której zginęły dziesiątki uczniów i od której zaczęła się totalna masakra całego Chamberlain.
Carrie White to zwykła nastolatka, ale tylko na pierwszy rzut oka. Dziewczyna posiadająca dar telekinezy, a jakby tego było mało, Carrie ma matkę, która zbyt dosłownie traktuje Biblię, a z historii ludzkości lub literatury, każdy z nas może wymienić niejeden przypadek, czego skutkiem, może być dosłowne czytanie Pisma Świętego. Margaret White nie zabijała. Jeszcze, bo przecież napisano „czarownicy żyć nie pozwolisz”. To, co czytałam o jej rodzinie było niewyobrażalne, to nie tylko suknie do kostek, ciężkie ubrania zasłaniające niemalże całe ciało, modlitwy kilka godzin dziennie, ale okrutny sposób wiary, który niósł ze sobą jedynie karę. Bóg dla Margaret to siewca grozy i zagrożenia, ktoś do kogo nie idzie się prosić o łaskę, ale kogo się boi i błaga o litość.
Domyślam się o czym myślicie - co musiała przeżyć ta biedna dziewczynka. Nawet nie potraficie sobie wyobrazić jak bardzo to było nienormalne. (Chyba, że czytaliście.)

„Taka była dziewczyna, którą teraz wszyscy nazywają potworem. Chciałabym, żebyście dobrze to sobie zapamiętali. Oto dziewczyna, która zadawala się hamburgerem i szklanką piwa za dziesiątkę. Dziewczyna, która ze swojej pierwszej szkolnej zabawy chciała wrócić wcześniej, żeby nie niepokoić mamy…”

Czy usprawiedliwiam Carrie? Chyba tak, tak, usprawiedliwiam, bo mimo wszystko ona nie była zła, człowiek nie rodzi się zły, on dopiero z czasem uczy się nienawiści, zazdrości i krzywdzenia bliźnich. Carrie była niewinną małą dziewczynką, która z powodu swojej inności, była negowana przez społeczeństwo. To, co zrobiła nie da się wybaczyć, ale każdy chyba potrafi dostrzec przyczyny.
Książka idealnie odzwierciedla brutalność nastolatków, obrazuje wygląd typowych i wielokrotnie filmowanych, amerykańskich szkół, które znamy z kina. Podziały na lepszych i gorszych, niczym hitlerowska bujda o rasie aryjskiej, w nieco lżejszej formie, ale czy takie negowanie innych nie przynosi ze sobą zła? Oczywiście, że tak, doprowadza do samobójstw i innych nieszczęść. Dwa dodać dwa równa się cztery, Carrie z telekinezą i nienawiść koleżanek ze szkoły… Tragiczne skutki, to za słabo powiedziane.

Odchodząc od fabuły, powinnam też zwrócić uwagę na epistolarny charakter powieści. Książka składa się z fragmentów listów, wypowiedzi, przesłuchań, a nawet wycinków z gazet. Drażniło mnie to troszkę jak i opisy tych samych zdarzeń z perspektywy obserwatora i uczestnika, ale to tylko na początku, z czasem się przyzwyczaiłam.
Kolejne pytanie, dlaczego zdradziłam wam, co jest punktem kulminacyjnym powieści? To nie jest spoiler, w żadnym wypadku, po prostu, o tym dowiadujemy się na samym początku, a tajemnicą jest jak do tego doszło i co wydarzy się w trakcie oraz jak będzie wyglądał sam finał.
Carrie to książka, która na długo zapadnie mi w pamięci. Jestem pod wrażeniem Stephena Kinga, choć są małe minusy, to ocena i tak pnie się w górę zważywszy, że to debiut autora w bardzo dobrym stylu.
Czytałam z szybko bijącym sercem, które momentami było jak tykająca bomba, mająca za kilka chwil pochłonąć kilometry powierzchni ziemskiej, czekałam na wybuch, choć wiedziałam, do czego akcja prowadzi, mimo to ekscytowała mnie historia Carrie i z zapartym tchem czekałam na „wybuch”.
Jednak w niemalże każdej książce można dopatrzeć się jakichś złych stron powieści. Tutaj też je znalazłam, ale od razu to usprawiedliwiam, one nie są jakoś szczególnie ważne i nie wpływają znacznie na moją ocenę.
W początkowym stadium książki, chwilami czułam się jakbym nagle obudziła się w środku ciemnego lasu, nie wiedząc, gdzie jestem i co tam robię. Autor stosował retrospekcję, wykorzystując do tego fragmenty listów itp., przez co nieco się gubiłam, ale to tylko momentami, bo za każdym razem odnajdywałam właściwą ścieżkę.

Carrie to horror, ale ja się nie bałam. Nie, co ja piszę, bałam się, ale o losy tej dziewczynki, co się z nią stanie, szczerze mówiąc, trudno mi uznać ją za bohaterkę negatywną. Jest to postać kontrowersyjna, ale jeśli czytaliście, wiecie o czym mówię, to wszystko od początku pachniało tragedią, której Carrie jest współwinna. To trzeba zauważyć, nie tylko ona ponosi za nią odpowiedzialność.
Książkę polecam wszystkim fanom Kinga, miłośnikom debiutów, horrorów oraz powieści psychologicznych. Każdemu, kto nie zna Stephena Kinga proponuję tą pozycję jako pierwszą, nie zawiedziecie się, to wam gwarantuję, a po taki debiucie, zapragniecie więcej. „Co się stanie, jeśli jest więcej takich jak ona? Co się stanie ze światem?”

Moja ocena:
7/10


wyzwanie3wyzwanie1
+ 1,8cm
31,5/160



                      




Mam zamiar obejrzeć ekranizację "Carrie", oglądaliście? Którą polecacie, starszą czy tą z 2013r.?
Gdyby ktoś chciał dołączyć do obserwatorów, to tutaj-
klik, instrukcja jak to zrobić.
Dzisiaj odwiedził mnie listonosz, za kilka dni stosik :D

24 komentarze:

  1. Na film od dawna poluję... jakoś do niego ciągnie mnie bardziej niż do książki (mówię o nowszej wersji). Podoba mi się nadprzyrodzona zdolność głównej bohaterki, ale przygodę z Kingiem wolałabym zacząć od czegoś innego, czegoś lepszego. Dziewczynie na pewno też bym współczuła, bo takiej matki to nikt chyba nie chciałby mieć. Na razie jednak spocznę przy filmie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Carrie" jest na prawdę dobra, nie czytałam nic innego Kinga, żeby porównać, ale polecam :)

      Usuń
  2. Z Kingiem mi nie po drodze, a po "Carrie" nie sięgnę, bo przeraża mnie gatunek: horror. Jestem za słaba na coś takiego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja lubię silne emocje, może akurat kiedyś się przekonasz do horrorów, to bardzo polecam "Carrie" :)

      Usuń
  3. Tej ksiazki kinga jeszcze nie czytalam ! Jutro biore sie za te lekture ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam,
    nominowałam Cię do LBA
    zapraszam do zabawy:

    http://przezpiekneokulary.blogspot.com/2014/04/liebster-blog-award.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O dziękuję, pytania są przezabawne, na pewno odpowiem :D

      Usuń
  5. Ja również do niedawna Kinga nie znałam. Każdy tak polecał, postanowiłam więc się zapoznać :) Zaczęłam od popularnego "Lśnienia" no i tak sam nie wiem, oceniłam tak jak Ty Carrie na 7 :) w maju sięgnę po kontynuację czyli Doktor Sen :), jeśli chodzi o Carry to z chęcią obejrzałabym film. Mam kilka e-booków Kinga, ale jakoś tak nie ciągnie mnie do nich na razie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znacznie bardziej ciągnie do książki, jeśli jej papierowe wydanie stoi w zasięgu Twoich oczu, wiem z doświadczenia :-) "Lśnienie" mam w planach, a jeśli dajesz jej 7, to koniecznie muszę przeczytać :D

      Usuń
  6. Dwa dni temu obejrzałam nową ekranizację i ... nie spodobała mi sie :(

    naczytane.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie mogę się zdecydować, czy obejrzeć nową, czy starą, bo słyszałam różne opinie :/

      Usuń
  7. Jak przeczytam, to będę wiedzieć o czym mówisz :)

    OdpowiedzUsuń
  8. oj tak! mamy podobny gust! świetna recka! ja chcę ją przeczytać - ogólnie poznać sporo książek Kinga...film widziałam stary, nowego jeszcze nie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :D Ja też, jak najwięcej :D Jak ci się podobała stara wersja filmu?

      Usuń
  9. Przymierzam się do tej książki Kinga już dłuższy czas, mam nadzieję, że niedługo ją przeczytam ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, bo jest na prawdę niezła i niech Cię nie zrazi początek, jak było w przypadku mojego brata, bo może się wydawać "trochę bardzo nie dla chłopaka", jak właśnie on stwierdził :D

      Usuń
  10. Książkę mam, ale jeszcze jej nie czytałam, ponieważ mam wersje kieszonkową z bardzo drobną czcionką i to mnie irytuje, ale postaram się jednak zabrać za tę lekturę skoro twoim zdaniem warto.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego nie przepadam za wersjami kieszonkowymi, choć czasem można trafić na całkiem niezłe wydania :D A książkę polecam :)

      Usuń
  11. Cześć :)
    widzę u Ciebie książkę, która została zekranizowana, dlatego chciałabym Cię zaprosić do zabawy na moim blogu - "Najpierw książka, potem film" i wspólnego tworzenia listy ekranizacji :) Szczegóły znajdziesz tutaj: http://my-blueberry-life.blogspot.com/2014/04/najpierw-ksiazka-potem-film.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za zaproszenie :)

      Usuń
  12. Byłam zainteresowana tą książka, dopóki nie obejrzałam filmu. Ekranizacja mnie zniechęciła do czytania. Pewnie robię źle skreślając książkę po obejrzeniu kiepskiej adaptacji, ale taki już mam przykry defekt ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ekranizacje są zazwyczaj bardzo słabe, na prawdę rzadko można trafić na taką, która będzie równała się książce, ja "Carrie" nie oglądałam, ale słyszałam, że jak zwykle to książka jest zdecydowanie lepsza, może jeszcze kiedyś się przekonasz, bo mi się podobała :D

      Usuń

Dziękuję za każde pozostawione słówko :D