niedziela, 15 lutego 2015

Seksturysta - Adam Ambler







               Gatunek: erotyka, reportaż
               I wydanie: 2014
               Ilość stron: 238
               Wydawnictwo: Self-publishing
               Ekranizacja: nie







Seksturystyka, to pojęcie było mi obce, co dziwne, bo jest tak oczywiste, podejrzewałam o co chodzi, jednak nigdy wcześniej się z nim nie spotkałam. Dlatego właśnie już sam tytuł zdołał rozbudzić moją zaspaną ciekawość, która rozciągając sztywne mięśnie, stwierdziła "tak, muszę przeczytać tą książkę". Jednak mój rozum, który wtedy już działał na pełnych obrotach i jako zaciekły wróg ciekawości, do samego tematu podchodził dość sceptycznie. Podpowiadał cichutko; "przecież ty nie lubisz erotyków, nie pamiętasz, ile męczyłaś się z Greyem?". Zerknęłam na okładkę, przeszły mnie ciarki, bo tam śmieje mi się w twarz napis, porównujący te dwie pozycje. Walka się rozpoczęła, starcie tytanów trwało zaledwie kilka sekund, stwierdziłam, przeczytam. Jest ryzyko, jest zabawa, a kto nie chowa w sobie małego diabełka.

"Są turyści pragnący odpoczywać i robić sobie zdjęcia pod piramidą Cheopsa, są też tacy, którzy chcą uprawiać miłość w jej cieniu. Najlepiej z dwoma ładnymi Egipcjankami. To my.
Jesteśmy seksturystami."

Razem z Adamem wyjeżdżamy do Indonezji, kraju bardzo egzotycznego, niezwykle pięknego. Oczami wyobraźni zobaczymy Dżakartę, stolicę i największe miasto tego kraju, zwiedzimy jeszcze kilka innych miejsc, poczujemy się jak turyści, wysłuchujący opowiadań przewodnika, jednakże dość nietypowych, bo my zobaczymy ten kraj z zupełnie innej strony. Doświadczymy nocnego życia w Indonezji, dowiemy się dokładnie na jakich zasadach działa seksturystyka. Prześledzimy losy Adama, który zna się na tym jak mało kto. Jesteście ciekawi?, bo ja bardzo.

 "uczucia, jakie nami władają, nie znają pojęcia czasu, religii, kultury, za to uzmysławiają możliwości, które one nam dają; świadomość, że możemy zakochać się nawet w domu dla starców, bo jest to ludzkie uczucie, a my, póki tylko tli się w nas odrobinka życia, pozostajemy ludźmi - podatnymi na wszelkie ludzkie uczucia - nieważne, co moglibyśmy uroić sobie w naszych głowach."

Nigdy nie wierzyłam w miłość od pierwszego wejrzenia. Powierzchowne zauroczenia są tak trwałe jak łóżka z ikei. Do zbudowania silnego uczucia potrzebujemy czasu i nie wystarczy ładna okładka, bo w tym wypadku ona jest wyśmienita. Często, po pierwszym zauroczeniu, doznajemy gorzkiego rozczarowania, przecież on wydawał się taki idealny i zamiast uczyć się na błędach, my jak ci ostatni głupcy, od nowa brniemy w to samo bagno, czasem jednak szczęście sprzyja głupcom i nagle na naszej drodze staje ktoś, kto zmieni całe nasze postrzeganie i nie będzie to miłość od pierwszego wejrzenia. Na mojej drodze stanął Adam Ambler, a właściwie jego książka.

Nigdy nie lubiłam erotyków, a w swoim żywocie, przeczytałam ich całkiem sporo. Dawałam im szansę wielokrotnie i za każdym razem ponosiłam sromotną klęskę. Postanowiłam: nigdy więcej. Minęły miesiące i przyszedł czas na Seksturystę. Podjęcie decyzji nie było łatwe, tytani walczyli zaciekle, ale spróbowałam jeszcze raz. Intrygująca okładka, ale ja już nie zakochuję się od pierwszego wejrzenia i dobrze, bo wnętrze okazało się jak w podręczniku szkolnym, dość drobny druk, niemal całe strony zapisane, a poza tym, zaczęło się zbyt dużą dawką informacji. Jakbym to określiła: podręcznik o seksturystyce i Indonezji. Zabójcze połączenie, ale cóż, nie brzmi to zbyt interesująco. Książka nie szczyci się przejmującą i chwytającą za serce fabułą, ale taka chyba ma być. Na początku bardzo mnie to drażniło, ale później z każdą stroną przeżywałam małe zaskoczenie, budziła się we mnie coraz większa ciekawość i wielokrotnie zmieniałam zdanie co do jej oceny, ale co ważne, za każdym razem, była ona wyższa.

"Seks to darmowe pigułki szczęścia. Sto razy lepsze niż najlepszy skręt, whisky czy marlboro."

Moim skromnym zdaniem, porównanie tej pozycji do "50 twarzy Greya" jest bezsensowne, bo jedyne co łączy te dwie pozycje, to dość wulgarne opisy seksu. Tylko, że Ambler odwalił dużo lepszą robotę. Opisy są różnorodne, lepiej działają na wyobraźnię, choć tutaj muszę wspomnieć, ta książka nie jest dla każdego, zdecydowanie 16+. Erotyka w takim wydaniu podkreśla tylko właściwy temat, nadaje mu smaczku, sprawia, że staje się on bardziej interesujący, w pewien sposób go obrazuje. Tylko, co jest tym właściwym tematem.
Czytając, miałam wrażenie, że tak naprawdę nie chodzi o sam seks i obym się nie myliła, znajdziecie w niej co nie miara fragmentów potwierdzających moje zdanie, bo ta książka wskazuje na moralną poprawność, daje podstawy, abyśmy mogli zastanowić się nad tym, czy rzeczywiście to, co uznawane jest za poprawne, takie właśnie jest, a to, co zostało okryte tematem tabu, nie powinno zostać wystawione na światło dzienne. Ambler zadaje wiele pytań, stara się na nie odpowiedzieć, przemówić do nas; "Dlaczego tak bardzo chcę, aby postawić znak równości między seksem płatnym a seksem - nazwijmy to - klubowym, czyli z kimś poznanym na mocno zakrapianej imprezie, po której oboje mamy czarne dziury w pamięci?". Spostrzeżenia autora są trafne, aczkolwiek cała ta książka jest niezwykle kontrowersyjna, temat dość trudny i sama nie zgadzam się ze wszystkim tym, co zostało w niej przedstawione. Zależy głównie od podejścia do samego seksu, czy jest on uznawany jako usługa, przyjemność, czy może jako akt miłości. Ta pozycja potrafi oburzyć, wyprowadzić z równowagi, a czasami nawet denerwować, ale w gruncie rzeczy trochę w tym prawdy, bo czy można hańbić kobiety, które nie oddają się obcym mężczyznom, aby wykarmić rodzinę, czy prostytutki=kobiety z biznesu, które swoja profesję, traktują jako zwykły zawód, a to wynika po prostu z ich punktu postrzegania, zasad, można powiedzieć, że to ich sprawa, rozporządzają swoim jak tylko chcą. Nie chcę zbyt mocno zagłębiać się w temat, ale myślę, że książka jest warta przeczytania.

Zaryzykowałam i wygrałam. Książka jest dobra, świetnie napisana, intrygująca i dająca do myślenia. Wzbudza ogrom sprzecznych uczuć, mimo że fabuła to najmniej ważna sprawa i wcale dużo jej tutaj nie znajdziecie, choć myślę, że w pewnym momencie zaskoczycie się równo mocno jak ja. To nie jest tylko książka erotyczna, to jest coś ponad to, poprzez zerwanie zasłon z tematów tabu, ukazuje ogrom problemu. Mimo swoich wad, jest warta przeczytania, a przekonałam się o tym na własnej skórze. Polecam, a uwierzcie na słowo, dowiecie się wielu przydatnych(:P) ciekawostek. 

Moja ocena:
7/10
  Wyzwania:
1. Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
+1,3cm = 5,8/161

sobota, 7 lutego 2015

Jesienna miłość - Nicholas Sparks







               Gatunek: obyczajowa, dramat
               I wydanie: 1999
               Ilość stron: 208
               Wydawnictwo: Albatros
               Ekranizacja: tak 
             (tytuł zmieniony - Szkoła uczuć)





 
Kiedyś wydawało mi się, że mam stalowe nerwy, trudno mnie wzruszyć, mam skamieniałe uczucia. Nie wiem czemu taki durny pomysł przyszedł mi na myśl, ale chyba rzeczywiście dawniej mniej się rozczulałam, albo po prostu nie trafiałam na te pozycje, co trzeba, bo wiecie uwielbiam się katować, taki uczuciowy masochizm.
Czasem zastanawiam się, czy nie jestem jak te całe, legendarne wampiry, które swoje emocje przeżywają o wiele mocniej niż normalni ludzie<joke>, ale prawda jest taka, że wzruszam się łatwiej niż moi najbliżsi znajomi, to ja szukałam chusteczek w ciemnicy kina podczas oglądania "Gwiazd naszych wina" i to mi za każdym razem spływają łzy po policzku, gdy umiera jakiś przystojny aktor. Wzruszam się może i łatwo, ale nie za każdym razem płaczę. Tym razem było inaczej, mocniej, głębiej i w gruncie rzeczy piękniej, może to przez bliskość sytuacji, ale "Jesienna miłość" to książka, która jako jedna z niewielu, a zaledwie dwóch, "pochłonęła" litry moich łez.

"Najpierw będziecie się uśmiechać, potem zapłaczecie... nie skarżcie się później, że was nie ostrzegałem."

Poznajemy starszego pana, który pragnie opowiedzieć nam swoją historię, nie będzie ona długa, ale za to pełna emocji, takich najprawdziwszych.
Landon Carter to chłopak, który nie jest przykładnym nastolatkiem. Szaleje jak większość młodych ludzi w jego wieku, ale nie robi nic, co jakoś szczególnie mogłoby być uznane za niewybaczalne. Zaraz przed balem maturalnym zostaje porzucony przez ówczesną dziewczynę, zostaje na lodzie i żeby w jakiś sposób uratować swój honor/dumę, czy co tam jeszcze gra pierwsze skrzypce u mężczyzn, zaprasza jedyną dziewczynę jaka mu pozostała, Jamie, córkę pastora, dziewczynę, która nie rozstaje się z Biblią i niewidzialną kartką przypiętą do pleców z określeniem, dziwna.
Ich znajomość rozwija się pomalutku, Landon czasem zachowuje się po prostu jak dupek, ale w końcu zaczyna dorośleć, dostrzega błędy i uczy się. Staje się prawdziwym mężczyzną, ale ten sukces dość dobitnie przyćmi druzgocące zdarzenie, wiadomość, która odciśnie piętno na całym jego życiu. Jak sobie z nią poradzi? Czy w ogóle sobie poradzi? I co to będzie za wiadomość? Zachęcam do przeczytania, ale wcześniej poznajcie moje wrażenia.

"Na jej twarzy igrał lekki uśmiech.
- Chętnie z tobą pójdę – oświadczyła – ale pod jednym warunkiem...
Zacisnąłem zęby, mając nadzieję, że to nie będzie coś zbyt strasznego.
- Tak?
- Musisz obiecać, że się we mnie nie zakochasz.
Zrozumiałem, że żartuje, bo się roześmiała, nie mogłem jednak powstrzymać westchnienia ulgi. Czasami Jamie miała zaskakujące poczucie humoru. Uśmiechnąłem się i dałem jej słowo."

Mam sentyment do Sparksa, część z Was pewnie czytało posta z postanowieniami noworocznymi, w którym wzięłam sobie za cel, poznanie wszystkich książek tego autora. Obiecałam, to i słowa dotrzymam, oczywiście z największą przyjemnością. Sparks ma to do siebie, że niemal zawsze(przynajmniej w pozycjach, które czytałam), pisze o miłości, ale nie takiej lukrowanej, a słodko-gorzkiej, trudnej, pełnej bólu, ale jednocześnie pięknej i niewiarygodnie szczęśliwej. Jego książki są ekranizowane, to samo w sobie świadczy już o sukcesie autora, ale największym jego dowodem są słowa, które zawarł na papierze, w 18 pozycjach, które jeżeli tylko mamy chęci, możemy poznać.
On potrafi nas zaskoczyć, wywołać uśmiech na twarzy czytelnika, sprawić, że nagle wybuchniemy śmiechem, niczym chory na umyśle lokator psychiatryka, zaraz potem wprowadzi nas w melancholię, dorzuci trochę nostalgii, naprowadzając na jakieś detale, które nawiążą do naszego życia, bo te książki są bardzo uniwersalne. Na koniec, żeby ostatecznie przetestować nasze serducha, czy aby na pewno są one gotowe zmierzyć się z niesprawiedliwościami tego świata, zada cios i popłynie łza, najpierw jedna, później stwierdzicie, że paczka chusteczek, to za mało<idę po rolkę papieru>.
Nie była to idealna książka i nawet ja przez te swoje różowe okulary z wielkim napisem Nicholas Sparks, dostrzegłam wady, o których muszę wspomnieć, bo piszę przede wszystkim dla Was. Po pierwsze, trochę przerysowana postać Jamie, była chyba zbyt dziwna, zbyt dobra, zbyt bogobojna. Jednakże nie denerwowało mnie to jakoś szczególnie, po protu takie odniosłam wrażenie. Niektóre dialogi też trochę odfrunęły od rzeczywistości, ale poza tym książka była dla mnie idealna. Myślę, że bez wyrzutów sumienia, mogę zaliczyć ją do swojej gromady perełek i zrobię to bez jakichkolwiek obaw, że reszta obrażona, odwróci się do mnie tylną okładką.

"- Już pierwszego dnia zajęć u panny Garber wiedziałaś, że zagram w tej sztuce, prawda? Wtedy, gdy spojrzałaś na mnie i uśmiechnęłaś się?
Jamie pokiwała głową.
- Tak.
- A kiedy zaprosiłem cię na bal, kazałaś mi przyrzec, że się w tobie nie zakocham, ale wiedziałaś, że i tak mnie to czeka?
W jej oczach pojawił się figlarny błysk.
- Tak.
- Skąd wiedziałaś?
Wzruszyła ramionami, nie odpowiadając i przez kilka chwil siedzieliśmy razem, obserwując siekący o szyby deszcz.
- A o czym, twoim zdaniem, myślałam, kiedy oświadczyłam, że się za ciebie modlę? – powiedziała w końcu."

Powieść o miłości między młodymi ludźmi, o dorastaniu, o wierze w Boga, o zaufaniu, o chorobie, o sile przetrwania, o sprawiedliwości i niesprawiedliwości, o tym co w życiu ważne. Polecam każdemu, bo to piękna książka, ona w pewien sposób uczy, jeśli tylko mamy odwagę się na nią otworzyć. Za to właśnie uwielbiam Sparksa.
Nie zrobię niestety porównania z filmem, oglądałam go jeszcze w gimnazjum, czyli lata temu, pamiętam jedynie zarys fabuły i wiem, że różnił się znacznie od książki, ale nic więcej na ten temat nie jestem w stanie powiedzieć. Muszę odświeżyć swoją pamięć. Wam polecam zajrzeć do książki i przygotować paczkę chusteczek lub rolkę papieru, najlepiej ten od Velveta, bo jak mówi reklama, on nigdy się nie kończy. ;-)

Moja ocena:
9/10
 Wyzwania:
1. Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
+1,5cm = 4,5/161
2. Najpierw książka, potem film

piątek, 30 stycznia 2015

Inspiracje w piątek

Wybitny tytuł posta haha, wybaczcie, ale mój mózg został wyprany, 4 egzaminy rozłożone na trzy dni, ale już jestem w domu i odpoczywam, szkoda tylko, że to jeszcze nie koniec, choć jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, za tydzień będę mogła wrócić do czytania książek pełną parą. Mam sporo ciekawych tytułów, a poza tym wypadałoby w końcu zacząć spełniać postanowienia noworoczne, bo wstyd polegnąć.
W ten piękny piątkowy poranek (godz. 11.55 jak do Was piszę) przedstawiam Wam kilka inspiracji, które warto zobaczyć i zapamiętać. :D


Na początek coś dla tych, którzy lubią eksperymentować w kuchni. Prosty sposób, a jaki efektywny. Tutaj znajdziecie przepis - klik. Nie drogo, szybko i oryginalnie. Goście i domownicy będą zachwyceni, tym bardziej, że nie wygląda to banalnie. :D





Coś, co koniecznie muszę mieć w swojej szafie. Ta bluzeczka <czy jakkolwiek się to nazywa> jest po prostu genialna.









Właśnie dowiedziałam się, że zdałam dwa najgorsze egzaminy. Jesteście świadkami mojej ogromnej radości. Dziękujcie Bogu, że nie widzieliście jak skakałam z radości haha, albo nie mieszkacie piętro pode mną. :D












Chociaż zazwyczaj nie wierzę w te wszystkie badania amerykańskich naukowców rodem z wiedzy bezużytecznej, to z tym jestem w stanie się zgodzić. Po prostu jesteśmy dobrą partią, więc czytajmy jeszcze więcej! :D








Handmade, czyli to co uwielbiam. Tym razem coś prostego i nie wymagającego od nas kosmicznej ilości czasu. Zachwycam się tym od momentu, kiedy zobaczyłam to zdjęcie po raz pierwszy, czyli już jakieś dwa tygodnie. Szkoda, że mamy zimę, ale zawsze różyczki można kupić w kwiaciarni. Jeszcze nie robiłam, bo nie mam takiego flakonu, ale jak tylko sobie go sprawię, to Wam się pochwalę na swojej stronce na fb, więc śledźcie uważnie.
Różyczki w takim stanie ponoć mogę wytrzymać nawet tydzień, więc myślę, że warto chwilę pobawić się dla takiego efektu. 




Zawsze, gdy widzę takie zdjęcia to dopada mnie melancholia. Łatwo się wzruszam, więc łzy w oczach to oczywistość. Kiedyś oglądałam taki film, tematyka wojenna, jednak miłość na pierwszym panie, taka słodko-gorzka, nieszczęśliwa na koniec. Chętnie bym do niego wróciła, bo był piękny, może ktoś kojarzy tytuły, to sobie sprawdzę, bo za nic w świecie nie mogę go znaleźć. :(



Teraz coś, co koniecznie musicie zobaczyć, jeśli tego nie widzieliście. Pierwszy raz oglądałam, to na oazie, później w szkole, wielokrotnie spotkałam się z tym filmikiem na różnych stronach. Jest niesamowity, wzruszający, piękny, a to co zrobił ten człowiek, to niewyobrażalnie trudny czyn. Decyzja, którą podjął jest przerażająca, ale piękna zarazem. Czy byłbyś/byłabyś zdolna do takiego poświęcenia?

                                                               --------------------------------
Dla tych, którzy przegapili ostatni post, zapraszam do przeczytania mojego króciutkiego opowiadania. Ograniczenie długościowe to wymóg konkursu, bo tak jakoś przez przypadek zauważyłam, że każdy o tym pisze, więc postanowiłam uprzedzić :D


źródło zdjęć:
weheartit.com
zszywka.pl

sobota, 24 stycznia 2015

"Cel czyni ofiarę"-opowiadanie-odsłaniam swoją duszę

 -Chcę się zabić- usłyszałem z celi obok.
-Nie zrobisz tego, za dwa lata wyjdziesz. Zapomnisz. Pozwól, że coś ci opowiem:


„Minęły trzy lata, długie dni, miesiące, godziny, wyjęte z mojego życia jak kartki wyrwane z notatnika, wrzucone w ogień, by spłonęły, bo były już niepotrzebne. Nienawidziłem swojego życia, tego co zrobiłem. Była piękna, długie, jasne włosy. Pamiętam, że na początku naszej znajomości, kiedy na nią patrzyłem, peszyła się i odwracała wzrok. Zawsze się wtedy uśmiechałem, była taka niewinna.
Kiedy pierwszy raz przestąpiłem progi więzienia, nic nie czułem. Nie bałem się, nawet nie myślałem, pustka, szedłem przed siebie, znajdując się w letargu. Nie żałowałem swojego czynu. To zrozumiałem zupełnie później. Kim byłem? Kim ja w ogóle byłem?”- W oczach stanęły mi łzy.
„To zaczęło się kilka tygodni wcześniej, albo właściwie trwało już od miesięcy, a może lat. Kolejny piorun rozdarł ciemne morze nieba. Burza odchodziła, mój seans się kończył. Nie przeszkadzało mi mokre ubranie, liczyła się chwila. To był mój czas, a przyszłość będzie jej. Ona była czarująca, mimo swojego wieku, dojrzała. Jeszcze się nie kochaliśmy. Teraz wiedziałem, że zasłużyłem, muszę jej tylko powiedzieć, będzie szczęśliwa. Zatarłem ręce z zadowolenia.
Kilka godzin później znalazłem się pod jej domem, musiała usłyszeć silnik samochodu, bo wybiegła na ganek. Uśmiechnięta, w żółtej sukience, wyglądała jak mała dziewczynka, ale jej twarz, wydawała się taka dorosła.
-Wsiadaj, pokażę Ci coś. - rzuciłem, udając obojętność.
-Już nie mogę się doczekać- powiedziała wsiadając do samochodu, a później zostawiła krótki pocałunek na moich ustach. Gdy dotarliśmy na miejsce, poprowadziłem ją w kierunku urwiska. Chciałem jej wszystko wytłumaczyć.
- Pamiętasz jak opowiadałaś o dziewczynie, której nienawidzisz, mówiłaś, że oddałabyś wszystko, żeby tylko zniknęła?- popatrzyła na mnie podejrzliwie - Twoje marzenie się spełniło, kotku. Teraz wszystko będzie dobrze, już nikt nie będzie stał na twojej drodze.- Stanęliśmy na brzegu przepaści, wskazałem palcem na coś leżącego na kamieniu, tuż przy brzegu. Trudno było dostrzec piękne rysy twarzy tej młodej dziewczyny. Może w innym życiu bym się w niej zakochał, była ładna, zdrowa i miała charakter, to jak się broniła, nie poddała się do samego końca, ale teraz była ona, a tamta leżała martwa na dnie przepaści.
-Larysa?!- wrzasnęła. Wyglądała jakby nagle oszalała. Zaczęła się cofać, niebezpiecznie blisko krawędzi.
- Stój- krzyknąłem- to dla ciebie, powinnaś się cieszyć, czemu nie jesteś mi wdzięczna?!”

-Dziewczyna w żółtej sukience leżała blisko tamtej, wyglądała jak lalka, a wiesz czego wtedy tylko żałowałem, nie jej śmierci, ale tego, że znów jest z tamtą, a przecież miałem ją od niej uwolnić. Biorę leki i to tylko dzięki nim, widzę, że jestem zły. Mi nic już nie pomoże, ale ty nie możesz się zabić.

Dwa lata później w gazecie ukazał się fragment wypowiedzi mężczyzny, skazanego za handel marihuaną: „Ten mężczyzna uratował mi życie. Byłem zdecydowany, ale jego opowieść... Mimo tego, że popełnił niewybaczalny czyn, przyczynił się do śmierci dwóch młodych kobiet, znalazło się w nim ziarenko dobra, które ocaliło mnie przed samym sobą.”

 
źródło

 Kochani dziękuję za przeczytanie, czekam na szczere opinie, nie krępujcie się, doskonale wiem, co to konstruktywna krytyka. Jeśli Wam się spodoba, utworzę taki cykl i raz na jakiś czas, odsłonię przed Wami trochę mojej chorej wyobraźni.
A teraz biegnę się uczyć, 4 egzaminy w następnym tygodniu, trzymajcie kciuki. Zaległości nadrobię, obiecuję. :D

PS. Opowiadanie brało udział w konkursie, publikowane w trochę innej wersji, <ta jest ulepszona> i pod innym tytułem. :D

wtorek, 13 stycznia 2015

Postanawiam się poprawić i więcej...

Kiedyś myślałam, że postanowienia noworoczne to totalnie głupia sprawa, bo przecież i tak ich nigdy nie dotrzymujemy, początkowo się staramy, a po jednym niepowodzeniu rzucamy wszystko, bo przecież już za późno i tak nie przeczytam 52 książek do końca roku lub już raz się spóźniłam, więc tak czy siak, nie skreślę tego ze swojej kilometrowej listy postanowień. I zazwyczaj się nie udaje, skłonność do przesady to nasza ludzka przywara, oby tylko objawiała się w postanowieniach, a nie modzie itp., styl na choinkę już dawno minął. Czy warto robić sobie takie listy? Wymyślać postanowienia i wieszać je za obrazem, żeby mama nie była przerażona, gdy dowie się jakie ziółko wyhodowała. Już kiedyś o tym pisałam(klik). Oczywiście, że warto, ale nie należy się zbyt mocno ograniczać. Pozostawmy sobie pole do manewru, a w razie awarii będzie nam łatwiej i po pierwszym niepowodzeniu, nie odejdziemy z podkulonym ogonem, ale jak Superman z podniesioną pięścią ruszymy naprzód.
Choć wtedy jeszcze nie zdecydowałam się na żadną listę, to doszłam do wniosku, że może warto coś takiego stworzyć. Spróbowanie nie boli, bo przecież nawet, gdy się nie uda, gdy biorąc udział w wyzwaniu "tydzień bez narzekania" już pod koniec dnia zaczniesz wylewać ze swoich ust brzydkie określenie tego, jakie te Twoje studia są do d*py, że tak bardzo nienawidzisz mikroekonomii, że wolałabyś już wysprzątać sąsiadce mieszkanie niż siedzieć nad książkami. I wtedy się poddajesz, wchodzisz na fb i zmieniasz swój status na "nie wezmę udziału", albo lepiej Twoja przyjaciółka obdarowuje Cię bardzo pokrzepiającym komentarzem, że już po 3 godzinach od rozpoczęcia wyzwania, poniosłeś hańbiącą porażkę, tak żeby cały świat był świadkiem, ale od czego ma się przyjaciół.

źródło

Dlaczego warto tworzyć takie listy:
  • 1 krok bliżej, teraz stoisz w miejscu, Twoje nogi powoli wrastają w ziemię, czas ucieka, jeśli teraz nie ruszasz, kiedyś może być za późno, przekładanie czegokolwiek na później nie skutkuje niczym dobrym, a może być tylko narzędziem do pogrzebania Twoich marzeń
  • motywacja, nic tak nie zachęca, a wręcz grozi zza obrazu wstydem i hańbą, może tylko dla Ciebie, bo nie każdy jest tak odważny, żeby publikować swoje listy na blogu, ale czy gdy wybije godzina 14 tego pięknego sierpniowego dnia i podczas odkurzania pajęczyn, nagle natkniesz się na kartkę z masą punktów, bez ani jednego przekreślenia, nie zrobi Wam się głupio i czy na siłę nie zaczniecie próbować , bo przecież coś sobie postanowiliście..
  • wykorzystanie czasu na maksa, macie czasem takie wrażenie, że tracicie swoje najpiękniejsze dni na głupoty, z których nic Wam nie przyjdzie? Przykładowo taki Facebook, przeglądanie bezsensownych stronek, oglądanie seriali(ostrzegam, z tym się nie rozstanę, to wyzwanie ponad moje siły), potworne pożeracze czasu, szkoda, że my nie dostrzegamy ich przerażającego oblicza, tylko lgniemy w ich łapy jak bezmyślne ofiary. Zróbmy coś z tym, nie zachęcam nikogo do usunięcia konta, czy drastycznym porzuceniu tych jakże bezproduktywnych przyjemności, ale zróbmy odstępstwa od normy, wyprawa w góry, podróż autostopem, weekend nad jeziorem bez telefonu. To nie dużo, raz na jakiś czas trochę wysiłku, to postanowienie nie wymaga od nas niemożliwego, może nie jest najprostsze, ale obiecuję Wam jedno, przyczyni się do Waszych wspomnień bardziej, niż mogłoby to zrobić tygodniowe siedzenie non stop przed telewizorem, chyba że akurat natkniecie się na niespodziewany, ostatni odcinek "Mody na sukces", no cóż wtedy będziecie mieli o czym opowiadać...
  • w drodze do ideału, nie każde postanowienie ma to do siebie, że wyjdzie nam na dobre, ludzie mają takie pomysły, że czasem się zaczynam zastanawiać "kurde czemu ja się z nimi nie przyjaźnię" haha, ale jeśli dobrze wybierzemy, to choć trochę możemy o siebie zadbać, coś w sobie zmienić, odkryć nowy talent, pasję, rozwinąć się. Gra walka stawki.

Postanowienia mają ten plus, że to właśnie od nas i tylko od nas zależy, czy będą nas ograniczać, czy pozwolą nam korzystać z życia bez żadnych skrupułów, to my wybieramy na co mamy ochotę i choć trzeba się nad tym zastanowić, bo to podobna sytuacja jak z wyborem batonika w automacie, nigdy do końca nie wiemy na co mamy ochotę i czy nie będziemy żałować, tej jakże ważącej się na naszym życiu, decyzji, ale gdy już wybierzemy, sporządzimy listę, a potem z dumą spojrzymy na nią z odległości dwóch metrów, będziemy pełni motywacji i determinacji do działania. Chyba warto spróbować, bo w końcu nic nie tracimy, to tylko chwila, a może przyczynić się do wielkich rzeczy, albo wspaniałych wspomnień.

źródło
A oto moje postanowienia, które są na tyle cenzurowane, że mogę je przedstawić na blogu. Gdy mój laptop dojdzie do siebie, bo ostatnio się zbuntował i nie chce współpracować, utworzę nową podstronkę, na której je umieszczę i pomalutku będę skreślać. Życzcie mi powodzenia, abym w styczniu za rok, mogła z dumą powiedzieć, że wszystko, albo prawie wszystko zostało skreślone, a ja Wam życzę dużo szczęścia, siły i ochoty na realizację Waszych postanowień!

KSIĄŻKOWO - SERIALOWE
  1. Przeczytam wszystkie książki jednego wybranego autora - Nicholas Sparks - 3,5/18
  2. Wszystkie zaległe pozycje z 2014r. - 1/24
  3. Przeczytam minimum 52 książki w 2015r. - 1/52
  4. Dokończę przynajmniej dwie zaległe serie:
     - Harry Potter - 5/7
    - Władca pierścieni - 1/3
  5. Przeczytam przynajmniej jedną lekturę z czasów szkolnych - "Mistrz i Małgorzata"
  6. Przeczytam przynajmniej jedną książkę w oryginale -
  7. Obejrzeć cały serial, którego produkcja skończyła się już jakiś czas temu w oryginale - Friends - 3/10 (sezon)
  8. Obejrzeć przynajmniej jeden owy serial i go zrecenzować - Red Band Society
  9. Wybiorę się na ekranizację jakiejś książki, którą już przeczytałam lub przeczytam - 
  10. Biorę udział w wyzwaniu "Przeczytam CAŁĄ Biblię" - akcja trwa więcej niż rok, ale zachęcam do udziału - klik
  11. Przeczytam i obejrzę coś, co mi polecicie (czekam na propozycje, później będzie ankietka i dodam tutaj propozycje z największą ilością głosów)
 INNE

  1. Zrobię sobie tatuaż.
  2. Skok na bungee
  3. Przejadę Polskę autostopem (lub lżejsza wersja, pojadę nim gdziekolwiek dalej)
  4. Wybiorę się ze znajomymi pod namiot.
  5. Podbiję przynajmniej jeden szczyt, którego nie miałam okazji jeszcze zobaczyć. (obiecuję zdjęcia <3)
  6. Ćwiczyć przynajmniej 3 razy w tygodniu.
  7. Kupić sobie stepper i go używać oczywiście. :D
  8. Zmienić kolor włosów.
  9. Sprawić, żeby mój blog był bardziej lifestyl'owy (książki oczywiście pozostaną jego jednym z głównych tematów)


  10. źródło
    Jak mogliście zauważyć listy nie są jeszcze skończone, myślę że jeszcze coś wymyślę. Niektóre pomysły są może niezbyt mądre i trochę im daleko do tworzenia idealnego "ja", ale to takie moje marzenia od zawsze, może te listy, zmotywują mnie i pomogą mi je spełnić. Co do 10. punktu w postanowieniach książkowo-serialowo-filmowych, czekam na Wasze propozycje.
    Dziękuję, że jesteście i zachęcam do tworzenia takich list, bo to naprawdę fajna sprawa. Mam najlepszych czytelników na świecie! :D

środa, 7 stycznia 2015

P.S. Kocham Cię - Cecelia Ahern

      
         


               
               Gatunek: obyczajowa, dramat
               I wydanie: 2004
               Ilość stron: 456
               Wydawnictwo: Zwierciadło
               Ekranizacja: tak 




 "Mieli bardzo prosty plan: być razem do końca życia."

Kiedy przychodzi śmierć, stajemy się odważniejsi. Dzielnie stawiamy czoło każdej kolejnej chwili, która zbliża nas świadomie w jednym kierunku, w stronę przepaści, w której zatracimy się na zawsze. To tylko pozory, bo zwykle ludzie pogrążeni są w strachu, nie myślą o tym, co będzie potem, czy może znajdziemy się w piekle i już na zawsze zostaniemy skazani na pracę przy ładowaniu węgla na rozżarzone wózki w ogromnej i dusznej kopalni, bez dostępu do wody(takie moje dziecięce, przerażające przemyślenia) lub wrócimy z powrotem, tylko tym razem jako zupełnie inna osoba, nieświadoma swojego poprzedniego istnienia. Te myśli przyprawiają o siarczyste dreszcze. Jednak my staramy się dalej, z myślą o bliskich, jesteśmy dzielni, "żeby tylko się nie martwili", już i tak wyrządzamy im wystarczającą krzywdę, umierając. Często jest tak, że osoba śmiertelnie chora jest tego świadoma, oni też nas tracą, oni też cierpią. W obliczu rychłej śmierci, przestajemy być ślepymi egoistami, zwracamy uwagę na to, że przecież to właśnie mój syn, odczuje największą stratę, jej córka będzie płakać po nocach, jego żona będzie przytulać się do szlafroka męża, próbując zapamiętać jego zapach, to oni zostaną tutaj całkiem sami, pośród miliona nieczułych na ich los ludzi. Czy sobie poradzą? Jak to zrobię? Jak im pomóc? To pytania, które dręczą umierającego, to pytania, które dręczyły Gerriego.

"Holly łyknęła herbaty. Ten magiczny napój rzeczywiście czyni cuda. Stanowi lek na wszystkie życiowe kłopoty. Na dotkliwą plotkę - filiżanka herbaty, na zwolnienie z pracy - filiżanka herbaty, na wiadomość, że mąż ma guz mózgu - filiżanka herbaty..."

Poznajemy Holly, młodą kobietę, do niedawna szczęśliwą mężatkę, która kłóciła się z Gerrym o błahostki, spędzała z nim piękne chwile swojego życia, wypłakiwała mu się w koszulkę, po ciężkim dniu w pracy. Teraz każde wspomnienie, nawet takie, które rozkładało ją na łopatki ze śmiechu, jest biczem, który z każdym uderzeniem rozrywa jej serce już i tak niemożliwe do zszycia. Łzy szczęścia zamieniły się w strumienie bólu.
Holly od kilku miesięcy jest wdową, zostali przy niej tyko najbliżsi, a ona nie widzi sensu w dalszym życiu. Zmieni się to wraz z pewnym listem, który pomoże kobiecie, spróbować żyć na nowo. Ta tajemnicza koperta, zatytułowana jednym słowem "Lista", będzie zawierać dziesięć krótkich wiadomości dla Holly, od jej męża, to one dadzą jej nadzieję, wiarę w to, że może być znów szczęśliwa.

źródło

Piękna historia, która wzrusza, daje nadzieję nie tylko Holly, ale i nam, czytelnikom. Sprawia, że łagodniejszymi oczami patrzymy na życie, że uśmiech nie schodzi nam z twarzy. Wzrusza, targa emocjami, ale delikatnie jak muzyk grający na harfie. Mamy ochotę cicho wyszeptać; "ta książka jest cudowna".
Kiedy obejrzałam film, stwierdziłam, że nic nie sprawi, żebym kiedykolwiek zabrała się za czytanie tej historii, było to dosyć dawno, więc nie powiem Wam, co dokładnie sprawiło, że miałam ochotę zwiewać na sam widok tego tytułu. Moje dwie znajome nie dały rady nawet dobrnąć do końca ekranizacji, ja się pytam, jak można zrobić coś tak strasznego książce, bo ona jest zupełnie inna, wciągająca, piękna, emocjonująca, mądra i wartościowa. Ahern pisze prosto, bez zbędnych ceregieli, ale to jest dobre, to się świetnie czyta.

  "Walka o pokój jest jak pieprzenie w imię dziewictwa."

Holly to osoba, którą trudno określić, na początku nie miałam pojęcia jakimi cechami charakteru ją opisać. Dopiero z czasem dowiadujemy się jaka ona jest, a właściwie jaka była i jak się zmieniła. Życie uczy nas cały czas, powoli zmienia, ale czasem robi nam niespodzianki, rozpędzeni wchodzimy na kałużę pokrytą lodem, upadek sprawia, że w sposób drastyczny czegoś się uczymy i już wszyscy wiemy, dlaczego nie lubimy być zaskakiwani. Dla Holly taką kałużą była choroba męża, upadkiem, jego śmierć. Zmieniła się niemal całkowicie, prawie tego nie zauważając, inaczej zaczęła patrzeć na świat, dostrzegła coś, czego nie widziała przedtem i to było piękne. Odkrywamy to razem z bohaterką, narracja jest tak wspaniale prowadzona, że idealnie wczuwamy się w postać Holly, jesteśmy nią i razem dochodzimy do tych wartościowych rzeczy.

"Fruń do księżyca, a jeśli ci się nie uda, i tak znajdziesz się pośród gwiazd"
 
P.S. Kocham cię to książka, która bawi, wzrusza, zaskakuje, a gdy już skończysz, nie uwierzysz, że tak szybko to minęło, że to już koniec i usiądziesz, trzymając ją w ręce, próbując przedłużyć tą ostatnią chwilę. "Wow" tego się nie spodziewałam, tak bym to podsumowała, bo na prawdę, kto widział film, niech nie skreśla książki, komu ekranizacja się podobała, tym bardziej powinien ją przeczytać.
Ciężkie chwile w naszym życiu nie wyznaczają jego końca, są tylko nowym, trudnym do zdobycia doświadczeniem, które tworzy naszą tarczę ochronną, abyśmy byli silniejsi, twardsi. Polecam, bo kiedy zaczynam filozofować, to znaczy, że możecie w tej książce odkryć coś bardzo w porządku. Ja odnalazłam trochę siebie, mam nadzieję, że Wy też spróbujecie.

Moja ocena:
7,5/10
 Wyzwania:
1. Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
+2,8cm = 3/161
2. Najpierw książka, potem film


P.S. Kochani!
Dziękuję za polecenie tej książki jako pierwszej ze stosiku, taka lektura na święta to rzecz idealna :D