Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nicholas Sparks. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nicholas Sparks. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 marca 2016

O miłości na dwa sposoby

Na zakręcie - Nicholas Sparks

 

Jego nazwisko trwale kojarzone jest z pięknymi historiami o miłości, czasem nieco infantylnej, ale przepełnionej nadzieją. Dla wielu osób jego książki będą pełne emocji, wyjątkowości, łez i radości.
Od kiedy pierwsza powieść Nicholasa Sparksa wpadła w moje ręce, a było to dobre parę lat temu, pokochałam jego pióro całym sercem. Daleko mi do bujającej w chmurach romantyczki, nie jestem rodzajem kobiety, która uwielbia komedie romantyczne, kwiaty, serduszka, a 14 luty, to najważniejszy dzień w kalendarzu. Bliżej mi do stwierdzenia, że twardo stąpam po ziemi, choć najbezpieczniej jest powiedzieć, że czasem zdarza mi się oderwać od podłoża i niczym Bambi, ten uroczy jelonek z bajek Disneya, podskakiwać ze szczęścia, marzyć o prawdziwej miłości, dziecinnymi pragnieniami, chcieć czegoś, co wprawi serce w drżenie.
Nicholas Sparks to jeden z niewielu pisarzy, który potrafi zachwycić mnie swoimi historiami o miłości. W jego książkach ludzie nie są wolni od trosk, wręcz przeciwnie, zazwyczaj to osoby, które w życiu sporo przeszły, które żeby pokochać, musiały najpierw zrozumieć wiele rzeczy. To nie są głupie opowiastki, które nakładają nam klapki na oczy, mówiące, że mamy czekać tylko na tego jedynego, bo będzie on bez wad, a kiedy go spotkamy, będziemy doskonale wiedzieć, że to on i wystarczy tylko jeden dotyk, a na naszym ciele pojawią się ciarki i niech nikt nie pomyśli, że to z zimna, to z uczucia!
Mimo, że wiele osób zarzucało naiwność książkom Sparksa, ja bronię go przed tym stwierdzeniem rękami i nogami. Bo jeśli czytamy uważnie, to dostrzeżemy różnice między niewinnym Kopciuszkiem, odważnym i pozbawionym wad księciem na białym rumaku, a bohaterami powieście Sparksa.
"Na zakręcie" to historia Milesa Ryana, który samotnie wychowuje syna. Celem jego życia jest schwytanie mordercy swojej żony. Jako policjant niemal całkowicie oddaje się swojej pracy. Do czasu, kiedy na jego drodze stanie Sara Andrews, nauczycielka Jonaha.
Godzenie się z przeszłością nigdy nie jest łatwe, a zaczynanie wszystkiego od nowa, (kto próbował ten wie), to niewyobrażalnie ogromny próg do pokonania. Kiedy przeszłość zacznie wyciągać swoje oślizgłe ręce, Miles stanie przed wyzwaniem. Przewrotność losu, czasem nie zna granic. Jak potoczą się losy bohaterów. Szczerze polecam przeczytać. Bardzo przyjemna opowieść jak przystało na Sparksa.


"- Cóż, sprawy się trochę skomplikowały. Zrozumiesz to, kiedy będziesz dorosły.
- Och. - Jonah zdawał się zastanawiać nad jego słowami. - Nie chcę być dorosły - oznajmił w końcu.
- Czemu?
- Ponieważ - rzekł z powagą - dorośli zawsze mówią, że sprawy są skomplikowane.
- Bo czasami takie bywają.
- Czy ciągle lubisz pannę Andrews?
- Tak - odpowiedział Miles. - Lubię.
- A ona ciebie?
- Chyba tak.
- To co jest takie skomplikowane?"

Moja ocena: 6/10 



Kto się śmieje ostatni - Trish Wylie

 

To jest chyba pierwszy harlequin, który w swoim dwudziestoletnim życiu, miałam okazję przeczytać. Ten gatunek odstraszał mnie trywialnością. Czytanie o miłości tylko i wyłącznie było dla mnie nieco przerażające. Oczywiście kłaniam się z szacunkiem przed Szekspirem, bo "Romeo i Julia" nie było niczym innym jak historią wyjątkowo tragicznej miłości. Z biegiem lat na potrzeby uczniów w szkołach, tak, żeby tylko się nie nudzili, wynajdywano więcej treści w treści. Tak myślałam przynajmniej do gimnazjum. Dzięki Bogu człowiek z wiekiem mądrzeje...
Na przestrzeni lat powstało wiele wyjątkowych historii o miłości. To jeden z najbardziej popularnych tematów. Zaczęło się od Adama i Ewy, mówiono też, że Odyseusz i Penelopa, to była miłość, której nie zwiodłyby najpiękniej śpiewające syreny, znamy też dobrze przykład miłości, w której traci się zdrowy rozsądek, Rose i Jacka Dawsona na Titanicu, poznaliśmy burzliwą miłość Edwarda i Belli, o której świat huczał (zestawienie światowej klasy, tak wiem).
Są historie, które uwielbiamy i kolejny raz możemy wylewać hektolitry łez, przy czasem zbyt naiwnej historii. Ja na Titanicu za każdym razem zużywam paczkę chusteczek i pomyślałoby się, że harlequiny są u mnie na porządku dziennym. Historia o miłości musi coś w sobie mieć, jakiś dramatyzm, coś co sprawi, że nie będzie to tylko wielkie Ech! i Ach! Moje serce tak łatwo się nie topi. Dlatego ta oto książeczka, która w wydaniu kieszonkowym ma zaledwie 250 stron, musiała odczekać niemal dwa lata, żebym zebrała się w końcu na odwagę i podjęła męską decyzję. Przeczytam. Szybkim ruchem, wyciągnęłam ją z biblioteczki, bez zawahania, bo decyzja już podjęta. Cofnąć się nie można. I czytam:
Córka burmistrza Nowego Jorku, Miranda, ułożona kiedy trzeba, rozpieszczona, kiedy nikt nie patrzy, całkiem inna sam na sam.  Życie w świetle kamer nie jest łatwe, to ogromna presja i czasem tylko taniec, a raczej wyginanie się w zwolnionym tempie na stole, z dużą ilością %% we krwi, jest w stanie zmniejszyć ilość substancji stresogennych w organizmie.
Kiedy zbliżają się kolejne wybory, nikt nie może dopuścić, aby Miranda, powtórzyła swój wybryk. Dostaje nowego ochroniarza, którego przypadkiem już poznała. Sytuacja staje się nieco niezręczna, tym bardziej, że jej nowa "niańka", to bardzo przystojny mężczyzna.
Lekka powieść, to pierwsze co się nasuwa, po drodze spotykamy się z wątkiem narkotykowym, gdyby tylko był bardziej rozbudowany, może pożałowałabym straconych minut, na zbieraniu się na odwagę do przeczytania tej książki.
O miłości pisano na wiele sposobów, ten fizyczny aspekt, też został omówiony niemal doszczętnie. Trish Wylie w książce "Kto się śmieje ostatni" stworzyła przewidywalną opowieść o bogatej dziewczynie, która jest zupełnie inna niż kreują ją kamery. Dość oklepany temat, ale czyta się całkiem dobrze i co najważniejsze szybko. Polecam jeśli tylko ktoś chce się odprężyć.

Moja ocena:
4/10

Wyzwania: 
- Przeczytam minimum 52 książki w 2016r. - 4/52
- Przeczytam wszystkie książki jednego wybranego autora - Nicholas Sparks - 10,5/18

niedziela, 13 grudnia 2015

Jesienne czytanie cz. I

Wróciłam i znów mnie nie ma, a właściwie nie było, bo kolejny raz się tutaj pokazuję, tym razem, mam nadzieję, że już na stałe. Obiecuję się poprawić i więcej nie znikać. Choć ze smutkiem muszę przyznać, że przerwy między postami będą dłuższe i niezbyt regularne, ale chcę pisać dla Was i dla siebie. Mam w głowie sporo pomysłów i tematów do poruszenia. 

Dzisiaj przychodzę do Was z tym, co najczęściej możecie tutaj zobaczyć. Książki! <3
Nazbierało mi się tytułów do zrecenzowania, dlatego tak pokrótce przedstawię dzisiaj tylko kilka z nich. :D



"Mam tylko nadzieję, że biegniesz do czegoś, a nie uciekasz przed czymś."


Sparks to pisarz, do którego mam niezwykle wielki sentyment. Prawda nudna i szeroko znana. Powtarzam to chyba za każdym razem, kiedy piszę, o którejś z jego książek, a musicie wiedzieć o tym, że jestem już w połowie poznawania jego twórczości. :D 
Nie pisze on szczególnie ambitnie, ale za to jego historie są piękne i to jedno słowo jest najlepszą recenzją jaką mogłabym napisać. Kryje się pod nim tak wiele jak w słowach, które przelewa N. Sparks na karty swoich powieści. 

"Noce w Rodathe" czyta się niezwykle szybko i przyjemnie. Można się przy nich odprężyć, choć nie brakuje w nich bólu, bo jest coś co odróżnia książki Sparksa od typowych obyczajówek. One nigdy nie kończą się prostym happy-endem. Zawsze jest to "coś", przez co czujemy gorycz, choć w gruncie rzeczy skończyło się pozytywnie. Nie każdemu to pasuje, ale ja za to właśnie cenię autora. I ta mądrość, którą zawsze można dostrzec między słowami. Autor zdecydowanie zasługuje na uznanie.

Jeśli nie przeszkadza Wam ciężka rzeczywistość i chcecie poczytać o tym, że na miłość nigdy nie jest za późno, to polecam. Na pewno się nie rozczarujecie.






"seks to próba władzy. Wchodzisz na ring. Ona patrzy na Ciebie pyta: jesteś wystarczająco silny? Potrafisz mnie nagiąć? Potrafisz mnie złamać? Potrafisz sprawić żebym dała Ci od tyłu? Dostaniesz to co chcesz jeśli kobieta poczuje, że jest słabsza od Ciebie.
Mówisz są kobiety, które nigdy nie zdradzają? To tylko kwestia ryzyka i stopnia fascynacji. Jeśli maja pewność, że nikt się nie dowie, że niczym nie ryzykują będą zachowywać się jak najstarsza kurwa z Poznańskiej. Będą żebrać żebyś je tylko wziął. Jak najszybciej. Tu! Teraz! Bez zdejmowania ubrań, na stojąco, po drzwiami, na stole czy parapecie. Bo ludzie to zwierzęta."

Wokół tej książki swego czasu narobiło się sporo szumu. Krytyków co nie miara, ale znalazła się też masa pozytywnych głosów. Jednak to  nie to, przyciągnęło mnie do tego tytułu. Zrobiły to cytaty, które jak się później okazało, możemy znaleźć dopiero w drugiej części. 

Czarny to bohater książki, który prowadzi dość "luźny" styl życia. Bez zobowiązań i tylko dla przyjemności. Książka opływa w wulgaryzmy. Czasem nawet przeraża, bo jeśli miałaby ona przedstawiać obraz typowego mężczyzny., szczerze przyznam, że zwątpiłabym w płeć przeciwną. 

Zalety tej książki, mogą być dla jednych plusem, dla innych, minusem. Książka nie trafi do każdego i chyba trafić nie powinna, bo do niej trzeba podejść na luzie, tak jak główny bohater, podchodził do swojego życia, a wtedy gwarantuje Wam ona świetną zabawę i jeśli załapiecie ten typ poczucia humoru, możecie być zadowoleni. Ja co prawda fanką "Pokolenia Ikea" nie zostałam, ale muszę przyznać, że w gruncie rzeczy, jestem na tak.






Kolejna część "Pokolenia Ikea" po jakże zachęcającym do dalszego czytania, zakończeniu, części pierwszej, zaczyna się o wiele lepiej. I tak już pozostanie do końca. Autor nie odstąpił od swojego stylu, wulgaryzmy, niezobowiązujący seks, przygody, alkohol. Żyć nie umierać. A jednak bohater trochę zmądrzeje, a dzięki temu, wiele fragmentów przypadnie do gustu nawet zagorzałym romantyczkom/romantykom. 

Będzie ciekawie i zabawnie, no i oczywiście w tej części znalazłam wreszcie te pamiętne cytaty. 

Polecam, szczególnie tym, których nie zraziła część pierwsza. :D

"Jest coś podniecającego w gotowaniu. Możesz jej podać łyżkę z sosem, żeby spróbowała. Możesz stanąć za nią, napierając na jej pośladki, alby pokazać, jak powinna utrzeć ser. Może usiąść na blacie, rozchylając uda. Możesz dolewać jej wina bez ograniczeń. W końcu gotujecie. Możesz ją klepnąć w tyłek. Możesz ją ubrudzić, a następnie zdjąć z niej to, co ma na sobie. Możesz ją w końcu nakarmić. A jeśli zrobisz to naprawdę dobrze... Zaprawdę powiadam wam: więcej kobiet doprowadziłem do orgazmu widelcem i makaronem niż innymi częściami ciała."

"Jeżeli on odsuwa Ci krzesło, kiedy siadasz, otwiera drzwi, kiedy wsiadasz, podaje płaszcz i ułatwia wejście do lokalu - to nie znaczy, że Cię kocha. Nie powinnaś mylić dobrych manier z zaangażowaniem. Jeżeli trzyma Twoje włosy, kiedy wymiotujesz jak kot na imprezie, to nie znaczy że Cię kocha. Jeżeli się z Tobą przespał - to nie znaczy, że Cię kocha. Nawet jeżeli następnego dnia zadzwonił. Nawet jeżeli przespał się ponownie. Nawet jeśli sypia z Tobą od roku - to nie znaczy że Cię kocha i że do czegokolwiek się zobowiązał. Nawet jeśli mówi, że kocha, to może to oznaczać zupełnie coś innego... Ja wiem Olu, że jesteś z innego pokolenia. Mamy równouprawnienie, kobieta może wysyłać sygnały tak samo jak mężczyzna, może podejmować inicjatywę i brać sprawy w swoje ręce. Ale kochanie, nie ma tak nieśmiałego mężczyzny, żeby nie był w stanie wystartować wtedy kiedy naprawdę mu zależy. Nie goń, nie ścigaj, nie napieraj. To Ci się zwyczajnie nie opłaci."



Wyzwania:
- Przeczytam tyle, ile mam wzrostu + 2cm + 1cm + 1,5cm = 66,7/161
- Przeczytam minimum 52 książki w 2015r. - 28/52
- Przeczytam wszystkie książki jednego wybranego autora - Nicholas Sparks - 9,5/18

A Wy? Czytaliście? Jak oceniacie? :D

niedziela, 18 października 2015

Na ratunek - Nicholas Sparks

Witam Was ponownie!

Mój powrót zapowiedziałam na kilka miesięcy temu, no cóż, życie potrafi się komplikować. Hasło przewodnie moich wakacji, to brak czasu, ale to chyba lepiej jak coś się dzieje. Mam nadzieję, że do mnie wrócicie i razem będziemy tworzyć tego bloga, ja dodając posty, a Wy, wyrażając swoją opinię. Mam też kilka pomysłów na powiększenie Waszej roli, ale o tym wkrótce. Szykuję też posta, w którym opowiem o swoich wakacjach i obiecuję dużo zdjęć. Wybaczcie tak długą nieobecność, ale tęsknię za pisaniem, mam już to chyba we krwi. Działamy dalej? :D



                                                                     ---------------------------------------------------------


 




Gatunek: obyczajowa, dramat
 Wydawnictwo: Akurat
 Ekranizacja: nie






"Ludzie przychodzą i odchodzą… pojawiają się i znikają z twojego życia prawie tak jak bohaterowie ulubionej książki. Kiedy ją w końcu zamykasz, postaci opowiedziały swoją historię i zaczynasz czytać nową książkę z całkiem nowymi bohaterami i ich perypetiami. I po jakimś czasie koncentrujesz się na nich, a nie na tych z przeszłości."

Kolejny raz w powieści Sparksa pojawia się motyw nieuleczalnej choroby. Tym razem takiej, którą ciężko zdiagnozować. Synek Denise Holton nie potrafi mówić. Samotna matka musi radzić sobie z wieloma przeciwnościami losu, któregoś dnia ulegają wypadkowi, malec gubi się w lesie. Na ratunek rusza strażak, który odegra dość znaczącą rolę w życiu tej dwójki, ale niestety w życiu nie ma happy endów, tak też tutaj, fabuła dopiero weźmie rozbieg, nie dając żadnych kart ulgowych.

Sparks ma w sobie coś, co przyciąga mnie do jego książek, wystarczy, że zobaczę to nazwisko na okładce. Nie bez powodu też, wyznaczyłam sobie cel, żeby w tym roku przeczytać wszystkie jego powieści. <idzie marnie :O>
Każda z pozycji, którą przeczytałam zawiera jakieś przesłanie, prawdę życiową, której każdy powinien być świadomy. Są piękne i napełniają nas nadzieją, na lepsze jutro, na to, że może życie nie jest tak do bani jak wydaje się nam w pochmurne, jesienne wieczory.
"Na ratunek" to nie książka, którą poleciłabym wymagającemu czytelnikowi, który oczekuje czegoś z górnej półki, bo Sparks nie celuje do prawdziwych koneserów literatury, ale do zwykłego czytelnika, który pragnie odprężyć się przy powieści, ale i wymaga, by po prostu nie zmarnować czasu.

Polecam!

Wyzwania:
- Przeczytam tyle, ile mam wzrostu + 2,2cm = 60/161
- Przeczytam minimum 52 książki w 2015r. - 24/52
- Przeczytam wszystkie książki jednego wybranego autora - Nicholas Sparks - 8,5/18

wtorek, 3 marca 2015

I wciąż ją kocham - Nicholas Sparks






                Gatunek: obyczajowa, dramat
                I wydanie: 2006
                Ilość stron: 351
                Wydawnictwo: Albatros
                Ekranizacja: tak




Każda książka Nicholasa Sparksa zachwyca mnie czymś niezwykłym. Za każdym razem odkrywam coś nowego, co w jakiś sposób łączy się z moim życiem, co otwiera moje oczy na może najbardziej banalne rzeczy, ale o bardzo istotnym znaczeniu, którego zazwyczaj nie dostrzegamy.

John Tyree to chłopak o burzliwej przeszłości, jednak na przestrzeni lat bardzo się zmienił, wydoroślał, docenił swojego ojca, mimo że nadal nie potrafił go zrozumieć, patrzył na niego z podziwem. Zaciągnął się do wojska, ten impuls, był jakby początkiem łańcucha przyczynowo-skutkowego.
Pewnego lata, na jednej z przepustek, poznaje uroczą dziewczynę o imieniu Savannah. To ona sprawia, że jego życie nabiera kolorów, a co ważniejsze celów, do których chce dążyć. Dzięki niej nareszcie potrafi zrozumieć swojego ojca i pogodzić się z losem jaki mu został przydzielony. Zakochują się w sobie i mimo, ze znają się zaledwie dwa tygodnie, postanawiają, że kiedyś się pobiorą. Dziewczyna obiecuje czekać na Johna, aż ten wróci z wojska.

Miłość, Bóg, choroba, to trzy główne składowe powieści Sparksa. Jego książki to nie tkliwe romansidła, ale co zawsze powtarzam, piękne historie pełne goryczy i radości. Połączenie tak niezwykłe, a zarazem tak banalne, bo idealnie odzwierciedlające prawdziwe życie. Moja Mama zawsze powtarzała; po deszczu zawsze wychodzi tęcza, wystarczy tylko ten jeden promyk nadziei. Promienie, które zawalczą o to, aby było lepiej. Żyjąc na codzień non stop doświadczamy wzlotów i upadków. Czasem jest słodko jak w romansidłach, innym razem jak w prawdziwym dramacie, nie mamy siły żyć dłużej.

"Jeśli z czymś się borykasz, rozejrzyj się dookoła, a zobaczysz, że wszyscy ludzie z czymś się borykają i że dla nich jest to równie trudne, jak dla ciebie."

Czasem zastanawiam się jaką historię miałby do opowiedzenia każdy z nas, gdyby tylko nie istniały bariery takie jak brak zaufania, tajemniczość, nieśmiałość, gdyby ludzie się otworzyli i zaczęli mówić. Wyobrażam sobie, że wiele z tych opowieści byłoby podobne do książek Nicholasa Sparksa. Gdyby nasze życie wyszło z pod pióra tego autora zapewne sąsiadka z na przeciwka, pani Stefania, starsza kobieta, ta która nigdy nie wychodzi z domu bez wyblakłego melonika, mimo że ewidentnie wygląda on jak model męski, usiadłaby w kawiarni razem z Tobą. Popijając herbatę, zaczęłaby opowiadać o swoich długich jasnych pasmach włosów, które pięknie dryfowały na wietrze wiele lat temu i że to określenie wymyślił, kiedyś Zygmunt, mężczyzna, którego pokochała. Opowiedziałaby zabawną historię, jak go poznała, jak czasem było ciężko i o tym jak na kolanach dziękowała Bogu za to, że jej życie ułożyło się właśnie w ten sposób. Łzy zmiennie z uśmiechem, dokładnie tak jak w jego książkach.

źródło
Sparks dosyć często stosuje dość specyficzny zabieg, jednego z bohaterów przenosi w przeszłość, aby to on sam, dokładnie tak jak pani Stefania, przy filiżance herbaty, mógł nam opowiedzieć swoją historię. Razem z bohaterem cofamy się w czasie. Jego książki są jak wehikuł czasu, jedyny działający, o tak silnym polu rażenia. Wystarczy tylko trochę wyobraźni i skupienia. Autor załatwia resztę. Odmalował on realną rzeczywistość, bohaterów, którzy są tak ludzcy jak to tylko możliwe. Poznajemy ich z każdej strony, dostrzegamy ich najbardziej egoistyczne pobudki, oni są wielowarstwowi, popełniają błędy, uczą się, dorośleją.

John Tyree jak pani Stefania opowiedział historię, która może wzruszyć, rozbawić, wywołać uśmiech. Jak dla mnie, była to niestety jedna ze słabszych książek Sparksa, ale niech Was to nie zwodzi, ona zaskakuje i jest warta przeczytania. Tym razem ciągłe opisy uczuć wydały mi się męczące, mało się działo, co zastąpione było myślami bohatera. To po czasie stało się nużące, ale nie można zaprzeczyć, że książka nie zachowała sparksowskiego klimatu. Długie minuty po zakończeniu powieści, wpatrywałam się w szybę autobusu, myśląc nad treścią, nad tymi pięknymi słowami, które zostały w niej zawarte. I mimo, że zakończenie ma wielu "przeciwników", ja podziwiam autora za taki ruch, jak dla mnie jest idealnie. Kolejny powód, dla którego uwielbiam Sparksa.

"Byłem świadom, że przypadkowy przechodzień widział płaczącego mężczyznę, któremu łzy płynęły strumieniem, jak gdyby nigdy miały nie przestać."

Kiedy jednak słońce już zachodzi pani Stefania zakłada z powrotem melonik i mówi, że musi już wracać. Patrząc na nią, dostrzegasz speszony wyraz twarzy, zapewne ją też zaskoczyła ta wylewność. Znów jest sobą i ponownie się zamyka, niczym ostatnia kartka, którą musisz obrócić, skrywając dziesiątki, a może setki tajemnic, które już na zawsze będą Ci obce, ale Ty już wiesz, że w jej życiu wydarzyło się o wiele więcej niż to, co widzisz na co dzień. Wiesz, że ten melonik to pamiątka po mężu, który odebrał sobie życie, zostawił ją, ale ona nadal go kocha. Niczym w książkach Sparksa, historia tak smutna, a zarazem piękna.

Moja ocena:
6/10
Wyzwania:
1. Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
+2cm = 10,5/161
2. Najpierw książka, potem film
 Film obejrzany po raz drugi i równie piękny, polecam! Piosenkę męczę od tygodnia <3

sobota, 7 lutego 2015

Jesienna miłość - Nicholas Sparks







               Gatunek: obyczajowa, dramat
               I wydanie: 1999
               Ilość stron: 208
               Wydawnictwo: Albatros
               Ekranizacja: tak 
             (tytuł zmieniony - Szkoła uczuć)





 
Kiedyś wydawało mi się, że mam stalowe nerwy, trudno mnie wzruszyć, mam skamieniałe uczucia. Nie wiem czemu taki durny pomysł przyszedł mi na myśl, ale chyba rzeczywiście dawniej mniej się rozczulałam, albo po prostu nie trafiałam na te pozycje, co trzeba, bo wiecie uwielbiam się katować, taki uczuciowy masochizm.
Czasem zastanawiam się, czy nie jestem jak te całe, legendarne wampiry, które swoje emocje przeżywają o wiele mocniej niż normalni ludzie<joke>, ale prawda jest taka, że wzruszam się łatwiej niż moi najbliżsi znajomi, to ja szukałam chusteczek w ciemnicy kina podczas oglądania "Gwiazd naszych wina" i to mi za każdym razem spływają łzy po policzku, gdy umiera jakiś przystojny aktor. Wzruszam się może i łatwo, ale nie za każdym razem płaczę. Tym razem było inaczej, mocniej, głębiej i w gruncie rzeczy piękniej, może to przez bliskość sytuacji, ale "Jesienna miłość" to książka, która jako jedna z niewielu, a zaledwie dwóch, "pochłonęła" litry moich łez.

"Najpierw będziecie się uśmiechać, potem zapłaczecie... nie skarżcie się później, że was nie ostrzegałem."

Poznajemy starszego pana, który pragnie opowiedzieć nam swoją historię, nie będzie ona długa, ale za to pełna emocji, takich najprawdziwszych.
Landon Carter to chłopak, który nie jest przykładnym nastolatkiem. Szaleje jak większość młodych ludzi w jego wieku, ale nie robi nic, co jakoś szczególnie mogłoby być uznane za niewybaczalne. Zaraz przed balem maturalnym zostaje porzucony przez ówczesną dziewczynę, zostaje na lodzie i żeby w jakiś sposób uratować swój honor/dumę, czy co tam jeszcze gra pierwsze skrzypce u mężczyzn, zaprasza jedyną dziewczynę jaka mu pozostała, Jamie, córkę pastora, dziewczynę, która nie rozstaje się z Biblią i niewidzialną kartką przypiętą do pleców z określeniem, dziwna.
Ich znajomość rozwija się pomalutku, Landon czasem zachowuje się po prostu jak dupek, ale w końcu zaczyna dorośleć, dostrzega błędy i uczy się. Staje się prawdziwym mężczyzną, ale ten sukces dość dobitnie przyćmi druzgocące zdarzenie, wiadomość, która odciśnie piętno na całym jego życiu. Jak sobie z nią poradzi? Czy w ogóle sobie poradzi? I co to będzie za wiadomość? Zachęcam do przeczytania, ale wcześniej poznajcie moje wrażenia.

"Na jej twarzy igrał lekki uśmiech.
- Chętnie z tobą pójdę – oświadczyła – ale pod jednym warunkiem...
Zacisnąłem zęby, mając nadzieję, że to nie będzie coś zbyt strasznego.
- Tak?
- Musisz obiecać, że się we mnie nie zakochasz.
Zrozumiałem, że żartuje, bo się roześmiała, nie mogłem jednak powstrzymać westchnienia ulgi. Czasami Jamie miała zaskakujące poczucie humoru. Uśmiechnąłem się i dałem jej słowo."

Mam sentyment do Sparksa, część z Was pewnie czytało posta z postanowieniami noworocznymi, w którym wzięłam sobie za cel, poznanie wszystkich książek tego autora. Obiecałam, to i słowa dotrzymam, oczywiście z największą przyjemnością. Sparks ma to do siebie, że niemal zawsze(przynajmniej w pozycjach, które czytałam), pisze o miłości, ale nie takiej lukrowanej, a słodko-gorzkiej, trudnej, pełnej bólu, ale jednocześnie pięknej i niewiarygodnie szczęśliwej. Jego książki są ekranizowane, to samo w sobie świadczy już o sukcesie autora, ale największym jego dowodem są słowa, które zawarł na papierze, w 18 pozycjach, które jeżeli tylko mamy chęci, możemy poznać.
On potrafi nas zaskoczyć, wywołać uśmiech na twarzy czytelnika, sprawić, że nagle wybuchniemy śmiechem, niczym chory na umyśle lokator psychiatryka, zaraz potem wprowadzi nas w melancholię, dorzuci trochę nostalgii, naprowadzając na jakieś detale, które nawiążą do naszego życia, bo te książki są bardzo uniwersalne. Na koniec, żeby ostatecznie przetestować nasze serducha, czy aby na pewno są one gotowe zmierzyć się z niesprawiedliwościami tego świata, zada cios i popłynie łza, najpierw jedna, później stwierdzicie, że paczka chusteczek, to za mało<idę po rolkę papieru>.
Nie była to idealna książka i nawet ja przez te swoje różowe okulary z wielkim napisem Nicholas Sparks, dostrzegłam wady, o których muszę wspomnieć, bo piszę przede wszystkim dla Was. Po pierwsze, trochę przerysowana postać Jamie, była chyba zbyt dziwna, zbyt dobra, zbyt bogobojna. Jednakże nie denerwowało mnie to jakoś szczególnie, po protu takie odniosłam wrażenie. Niektóre dialogi też trochę odfrunęły od rzeczywistości, ale poza tym książka była dla mnie idealna. Myślę, że bez wyrzutów sumienia, mogę zaliczyć ją do swojej gromady perełek i zrobię to bez jakichkolwiek obaw, że reszta obrażona, odwróci się do mnie tylną okładką.

"- Już pierwszego dnia zajęć u panny Garber wiedziałaś, że zagram w tej sztuce, prawda? Wtedy, gdy spojrzałaś na mnie i uśmiechnęłaś się?
Jamie pokiwała głową.
- Tak.
- A kiedy zaprosiłem cię na bal, kazałaś mi przyrzec, że się w tobie nie zakocham, ale wiedziałaś, że i tak mnie to czeka?
W jej oczach pojawił się figlarny błysk.
- Tak.
- Skąd wiedziałaś?
Wzruszyła ramionami, nie odpowiadając i przez kilka chwil siedzieliśmy razem, obserwując siekący o szyby deszcz.
- A o czym, twoim zdaniem, myślałam, kiedy oświadczyłam, że się za ciebie modlę? – powiedziała w końcu."

Powieść o miłości między młodymi ludźmi, o dorastaniu, o wierze w Boga, o zaufaniu, o chorobie, o sile przetrwania, o sprawiedliwości i niesprawiedliwości, o tym co w życiu ważne. Polecam każdemu, bo to piękna książka, ona w pewien sposób uczy, jeśli tylko mamy odwagę się na nią otworzyć. Za to właśnie uwielbiam Sparksa.
Nie zrobię niestety porównania z filmem, oglądałam go jeszcze w gimnazjum, czyli lata temu, pamiętam jedynie zarys fabuły i wiem, że różnił się znacznie od książki, ale nic więcej na ten temat nie jestem w stanie powiedzieć. Muszę odświeżyć swoją pamięć. Wam polecam zajrzeć do książki i przygotować paczkę chusteczek lub rolkę papieru, najlepiej ten od Velveta, bo jak mówi reklama, on nigdy się nie kończy. ;-)

Moja ocena:
9/10
 Wyzwania:
1. Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
+1,5cm = 4,5/161
2. Najpierw książka, potem film

środa, 12 listopada 2014

Pamiętnik - Nicholas Sparks





               Tytuł oryginału: The Notebook
               Gatunek: obyczajowa
               I wydanie: 1996
               Ilość stron: 207
               Ekranizacja: tak

 




Ktoś powie, że miłość nie przetrwa próby lat, że nie ma czegoś takiego jak motylki w brzuchu, które zwalą cię z nóg jak dobry, prawy sierpowy. Pewnie ktoś zarzuci, że takie maksymy jak "stara miłość nie rdzewieje" są naiwne, nie istnieją w prawdziwym życiu, a może ten ktoś po prostu nie miał styczności z tym uczuciem, że dalej czeka i oby na niego także przyszedł czas...
Czy miłość niepielęgnowana może płonąć mimo długiej próby czasu, a później znowu wybuchnąć i połączyć dwa serce, tym razem już na zawsze? Ja w to wierzę, znam nawet taki przykład i choć nie wiem czy było to tak piękne jak w tej powieści, to jest to w pewnym sensie potwierdzenie, które daje nadzieję. I może nie będzie tak jak w filmach, książę zdejmie koronę i założy zwykły kaszkiet, a swojego białego konia sprzeda na Allegro, ale większość z nas przeżyła lub przeżyje tą cudowną chwilę pierwszej miłości, która już na zawsze zostanie zapisana w kartach naszej historii...

źródło
Pamiętnik to skarbnica tajemnic, która zawiera zapierającą dech w piersi historię dwojga ludzi. Połączyło ich piękne uczucie, naznaczone trudem i bólem. To sprawiło, że było ono jeszcze głębsze, bardziej doskonałe.
Noah każdego dnia czyta ten sam pamiętnik pewnej damie, chorej na Alzheimera. W ten sposób walczy z chorobą żony. Momentami wygrywa, ona coś sobie przypomina, ale jak trudny jest powrót do rzeczywistości.
Ta powieść to niesamowita historia, dająca nadzieję, wyciskająca łzy, napełniająca radością, ale i smutkiem. Prawdziwa jak życie człowieka, w którym nie ma happy-endów, w którym po deszczu przychodzi tęcza, a później znów nie wiemy, co się wydarzy...

"Rozstanie boli tak bardzo dlatego, że nasze dusze stanowią jedno. Może zawsze tak było i może na zawsze tak pozostanie. Może przed tym wcieleniem żyliśmy po tysiąc razy i w każdym życiu siebie odnajdowaliśmy. I może za każdym razem z tego samego powodu nas rozdzielano. Co oznaczałoby, że dzisiejsze pożegnanie równa się pożegnaniu sprzed dziesięciu tysięcy lat i stanowi preludium przyszłego pożegnania."

Już czwarty raz pochłaniam słowa Nicholasa Sparksa, za każdym razem zachwycam się czymś nowym. Autor zaskakuje mnie niebanalnym romantyzmem swoich powieści, przedstawieniem uczucia w sposób, którego nie znajdziecie nigdzie indziej, idealnie wyważoną ilością smutku i radości, realnością powieści, którą potrafię dostrzec w niemal każdej linijce.
"Pamiętnik" to dokładne studium uczucia, od momentu nastoletnich, rozszalałych emocji, przez mocną i silną miłość dwojga dorosłych, aż do trwałej i nieprzezwyciężalnej więzi starszego małżeństwa. Ta powieść daje przykład, pokazuje jak powinno się kochać, kiedy się nie poddawać i jak walczyć. Udowadnia, że najtrwalsze więzi są w stanie przetrwać nie tylko próbę lat, ale i choroby. Podtrzymać na duchu i być oparciem.

źródło

Jeszcze nigdy nie czytałam książki, która w tak dużym stopniu poruszałaby temat miłości pomiędzy dwojgiem starszych osób. Nie powiem Wam, że się zaskoczyłam, bo byłam pewna, że się nie zawiodę. Wystarczyło spojrzeć na nazwisko autora. Nie wiem, czy oglądaliście ekranizację, ale jeśli nie, to zróbcie to koniecznie, jest równie dobra, zachwycająca, a aktorzy wywrą na Was bardzo pozytywne wrażenie swoją grą. Ja dziś oglądałam ją po raz drugi i mogę zrobić to jeszcze raz, śmiejąc się w tych samych momentach, kolejny raz mając łzy w oczach i patrząc w ekran z tą samą dozą ciekawości. Do tego muzyka, film oglądałam jeszcze przed przeczytaniem, parę lat temu, ale wielokrotnie wracałam do niektórych piosenek z ekranizacji, są po prostu cudowne.

 "Człowiek zupełnie nie wie, kiedy tonie, która kropla wody wyznacza mu koniec."

To książka, w której każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Nie jest przesłodzona, mimo że mówi o miłości, która pokonała tak wiele przeszkód. Wiele w niej bólu, więc przygotujcie paczkę chusteczek. Jestem pewna, że wywrze na Was niesamowite wrażenie, zagwarantuje Wam chwilę przepełnioną emocjami. Powieść jest bardzo krótka, ale nie brakuje w niej zupełnie nic i mimo, że czasem po takich książkach czuję niedosyt, tym razem mam wrażenie, że Sparks zawarł w niej wszystko, co powinien. Nie przedłużając, bardzo polecam.

Moja ocena:
7,5/10
Wyzwania:
1. Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
+1,4cm = 108,8/160
2
. Najpierw książka, potem film

Ten filmik oglądałam już z milion raz. Koniecznie obejrzyjcie. Uwielbiam tą piosenkę <3

piątek, 9 sierpnia 2013

Anioł Stróż




 
Tytuł oryginału: The Guardian
Autor: Nicholas Sparks
Gatunek: romans, kryminał
I wydanie: 2003
Ilość stron: 461
Ekranizacja: nie
Cena: 37,40zł





Opis:
  Dwudziestopięcioletnia Julie Barenson zostaje wdową. Jej mąż cierpiał na nieuleczalna chorobę, a ich miłość była skutkiem niezwykle romantycznej przeszłości, która połączyła tą dwójkę. Jim wiedział, że po swojej śmierci Julie zostanie całkiem sama, dlatego zostawił jej niespodziankę, gdy młoda wdowa opłakiwała już jakiś czas swego męża, dostała paczkę z listem właśnie od niego, a co było wewnątrz pudełka, pies, a dokładnie Śpiewak, który wyrósł na olbrzyma, nieodstępującego swojej pani na krok. Towarzyszył jej cały czas, w domu, w pracy i to właśnie on przyczynił się do tego, że udało jej się pozbierać po śmierci ukochanego.
   Po czterech latach Julie znowu zaczyna umawiać się na randki, spotyka w końcu Richarda, szarmanckiego mężczyznę o nienagannym wyglądzie i tajemniczej przeszłości. Dodatkowo w jej życiu bardzo ważne miejsce zajmuje Mike, przyjaciel jej i Jima. Julie kocha Mike, ale nie dopuszcza tej myśli do siebie, ponieważ boi się, że może stracić jego przyjaźń, gdyby coś poszło nie tak. W końcu jednak związuje się z Mikiem, ale Richard nie chce z niej zrezygnować. Zaczyna ją prześladować.
  Z czasem wychodzi na jaw tajemnicza przeszłość Richarda i jego obsesja na punkcie Julie, chora obsesja, która przeradza się w koszmar.

Recenzja:
   Czterysta sześćdziesiąt jeden stron uroczej powieści, która z rozwojem wydarzeń zamienia się w thriller.  W książkach Sparksa jest coś takiego, że czytając pewne fragmenty, nie da się po prostu nie uśmiechnąć i nie marzyć, żeby być na miejscu bohaterki powieści. Podam jeden przykład, których było oczywiście dużo więcej;  „świat jest piękniejszy, kiedy się uśmiechasz”. Ach, żeby coś takiego usłyszeć .:D
   Książka początkowo nie była jakaś powalająca z nóg na same kolana, nie pochłaniała jakoś szczególnie mojej uwagi, ale pamiętam moment, kiedy to się zmieniło, a dokładnie było to wtedy, gdy coś zaczęło iskrzyć między Mikiem i Julie, kiedy zaczęli się spotykać. Ich randki nie były jakieś wyjątkowe, zwykłe spotkania, a jednak to przy ich opisach uśmiechałam się i od razu można było wyczuć, że oni będą razem. Podobało mi się jak Sparks ukazał różnicę pomiędzy wcześniejszymi randkami Julie z Richardem. Były one jakby wyciągnięte z najskrytszych marzeń każdej kobiety, jednym słowem, niesamowite, lot balonem, drogie restauracje, ale brakowało w nich najważniejszej "rzeczy", tzw. chemii pomiędzy dwojgiem ludzi.
  Dużym plusem jest masa dialogów, ale z początku, naprawdę dłuższego początku było mało akcji, a głównie długie rozmowy, w których bohaterowie opowiadali przebieg swoich dni. Do samej budowy fabuły mam jeszcze jedną małą uwagę, jeśli oczywiście można to tak nazwać,  autor rozbudzał ciekawość przerywając rozwój wypadków opisem wydarzeń, które działy się w tym momencie u innych bohaterów, chwilami było to strasznie denerwujące, gdyż chciałam się dowiedzieć, co będzie dalej, co stanie się z Julie, a tutaj opisują jak przebiega śledztwo, ale miało to też plus, książka coraz bardziej wciągała, a przy okazji fajnie być tak w kilku miejscach w jednym czasie. :D
  Przechodząc do bohaterów, od razu polubiłam główną bohaterkę, silna kobieta, zdarzało się, że jej nie rozumiałam, dlaczego ona robi problemy, gdzie ich nie ma… czemu od razu nie zwiąże się z Mikiem… i tego typu rzeczy, ale została ucharakteryzowana na wspaniałą, silną kobietę, a jej stany emocjonalne zostały znakomicie dopasowane to wydarzeń w jej życiu. Sparks zna się na tym, co robi.
Inną całkowicie osobą był Richard, tajemniczy, od początku wywoływał brak zaufania, ale nie można było jednoznacznie powiedzieć, że jest zły, dopiero z czasem wszystko wyszło na jaw. Mimo tego, że oczywiście jako bohatera książki nie polubiłam go, ogromnie ciekawiły mnie fragmenty, w których ujawniało się chociaż troszkę jego historii, a na to trzeba naprawdę długo poczekać. Myślę, że Nicholas Sparks lubi trzymać swoich czytelników w napięciu.
  Książka dla cierpliwych i nie tylko, wystarczy, że lubisz kryminały i romanse, idealna pozycja dla ciebie.  Urocza, trzymająca w napięciu, z wieloma emocjami. Nie ukrywam, zakręciła się łezka w oku. Motyw psa jako najlepszego przyjaciela człowieka, odgrywa tu dużą rolę. Może zachęci was to, że po przeczytaniu książki mam zamiar kupić sobie psa, może tylko trochę mniejszego. Polecam, warta przeczytania.

Ocena:
6,5/10


Inne książki tego autora: