sobota, 27 grudnia 2014

Hobbit - książka + wrażenia z maratonu







 
      
        Tytuł: Hobbit, czyli tam i z powrotem         
         Gatunek: fantastyka
         I wydanie: 19
         Ilość stron: 314
         Ekranizacja: tak (3 części, tytuły wymienione pod koniec posta)








Tolkien jest pisarzem podziwianym na całym świecie, o tym słyszały już nawet dzieci, no przynajmniej te, które o książkach wiedzą coś ponad to, że istnieje taka magiczna rzecz jak zszyta kupa kartek z treścią w środku. Ja z tym pisarzem po raz pierwszy miałam do czynienia kilka lat temu, kiedy pod przymusem konkursu z języka polskiego, zagłębiłam się w treść Władcy pierścieni. Gdy zobaczyłam ogromne tomiszcze byłam nieco przerażona, pamiętam ten dzień jakby to było w tym roku, w święto Wszystkich Świętych, cała rodzina poszła na cmentarz, a ja chora pozostałam w łóżku z zamiarem i determinacją, zmierzenia się z historią spisaną na początku drugiej połowy XX wieku. Przepadłam, świat fantastyki porwał mnie w swój wir, czytałam mimo, że oczy kleiły mi się jakby ktoś wysmarował je miodem, ale nie mogłam się oderwać, od tamtego momentu pokochałam całą historie o hobbitach, krasnoludach i pierścieniach, choć poznałam jej wtedy zaledwie malutką cząstkę. Dzisiaj opiszę Wam jak przebiegło kolejne spotkanie z historią tak ostatnio osławioną, dzięki ekranizacji, która wypłynęła na światło dzienne zaledwie kilka dni temu.


Hobbit, czyli tam i z powrotem to historia, która jest wstępem do Władcy pierścieni. Bilbo Baggins to hobbit jak każdy inny, mieszka w swojej wyszykowanej norce, przepada za ciepłem kominka i swoim wygodnym fotelem, typowy domator. Pewnego dnia odwiedza go czarodziej Gandalf i zaprasza, a właściwie oznajmia mu, że bierze udział w wyprawie krasnoludów, której celem jest złoto, odebrane im przez Smauga, okrutnego i bezlitosnego smoka. Świat Śródziemia przemierzany przez kompanię Thorina(władcę krasnoludów) zaskoczy was niejednokrotnie, w końcu to fantastyka, w której wszystko jest możliwe, piękne elfy, okropne gobliny, nie więcej urodziwy Gollum i pierścień, ten który stanie się jednym z łączników pomiędzy Hobbitem a osławioną trylogią Tolkiena.

"- Dzień dobry - powiedział Bilbo [...].
- Co chcesz przez to powiedzieć? - spytał [Gandalf]. - Czy życzysz mi dobrego dnia; czy oznajmiasz, że dzień jest dobry, niezależnie od tego, co ja o nim myślę; czy sam się dobrze tego ranka czujesz, czy może uważasz, że dzisiaj należy być dobrym?"

Tolkien to człowiek, którego wyobraźnia nie znała granic, nie waham się tego powiedzieć, bo stworzyć takie historie to mistrzostwo samo w sobie. Świat przedstawiony w jego powieściach zachwyca pięknem i pomysłowością. Jednak, co muszę przyznać z ogromnym bólem, Hobbit nie oczarował mnie tak bardzo jak się tego spodziewałam. Podobało mi się, jestem zadowolona, aczkolwiek spodziewałam się czegoś lepszego, czegoś bardziej fascynującego, nie rozczarowałam się, to byłby grzech, bo historia Bilbo Bagginsa jest naprawdę ciekawa, ale przy porównaniu z trylogią Władcy pierścieni dużo traci.


Momentami czytałam na siłę, zmuszałam się, żeby przebrnąć przez mniej ciekawe fragmenty, szybko się dekoncentrowałam i jakoś nie mogłam zatopić się w lekturze, z czym zwykle nie mam większego problemu. Czytam w tramwajach, w poczekalni, przed telewizorem i tracę kontakt z rzeczywistością, co dziwne, tylko raz o mały włos nie przegapiłam swojego przystanku. Każdej książce trzeba dać szansę i ja cieszę się, że i tym razem się nie poddałam, moja silna wola była podsycana pozytywnymi opiniami wielu czytelników, filmem, który mi się podobał i uwielbieniem mojego brata do Hobbita, którego czytał już trzy razy. Nie poddałam się, przeczytałam, nie porwało mnie, ale w gruncie rzeczy mogę stwierdzić, że jest się czym zachwycać, bo to świetna historia, każdy miłośnik fantasy powinien ją przeczytać, ale jedną z najlepszych książek bym jej nie nazwała, no cóż brakło mi czegoś, jakiegoś łapacza, który wciągnąłby mnie w ten świat.
Mało opisów, kto czytał Władcę pierścieni ten wie, że tam narracji jest od groma, momentami to może nużyć, ale w tym wypadku było jest zbyt mało, albo nie została poświęcona temu, co trzeba. Gdyby nie film, chyba moja wyobraźnia odbyłaby misję samobójczą, próbując stworzyć obraz goblinów, elfy no cóż, jest ciężko jedynie z Bilbem nie było problemów...zbyt wielkich. Pewnie część was już ładuje broń, żeby mnie wystrzelać za to, co piszę, "Jak to Hobbit, ci się nie podobał? Idę stąd i już nie wracam" (oj, mam nadzieję, że jednak tak nie myślicie), tłumaczę podobał się, ale moim zdaniem nie jest to tak wybitna książka jak niektórzy ją malują, każdy ma swoje zdanie, ja to doceniam, ale chyba właśnie z tego powodu moje oczekiwania zostały wychłostane.


Podsumowując, nie będę pisać dużo o fabule, myślę, że wystarczy jak powiem, że warto ją poznać i nie tylko dzięki ekranizacji, ale i książce. Jednak strzeżcie się i ograniczcie Wasze oczekiwania, nie róbcie tego błędu co ja, podejdźcie do niej z czystą kartą(jeśli się da), a może wtedy wywrze na Was lepsze wrażenie, a gdyby znalazła się jakaś istota, która zrezygnowała z trylogii Tolkiena przez wzgląd na tą powieść, niech się przełamie, bo to był tylko wstęp, a jak wiecie, we wstępie nie kryje się nawet część tego, co ważne, w tym miejscu autor tekstu walczy o zaciekawienie czytelnika nie zawsze się to udaje, ale jakkolwiek by nie było, myślę, że Tolkienowi nawet w moim wypadku, by się to udało. Pozostaję mu wierna mimo małej potyczki.

Moja ocena:
7/10
Wyzwania:
1. Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
+2,1cm = 118,2/160
2. Najpierw książka, potem film

KSIĄŻKA A FILM

reżyseria - Peter Jackson

Hobbit: Bitwa Pięciu Armii (2014)Hobbit: Niezwykła podróż (2012)Hobbit: Pustkowie Smauga (2013)

Kiedy usłyszałam, że ma powstać ekranizacja Hobbita, bardzo się ucieszyłam, jednakże wiadomość, że to będzie trylogia, mocno mną wstrząsnęła, a wręcz wzburzyła. Popatrzmy na to tak: 
Hobbit: Niezwykła podróż - 2 h 49 min.
Hobbit: Pustkowie Smauga - 2 h 41 min.
Hobbit: Bitwa Pięciu Armii - 2 h 24 min.
W sumie 7 h 54 min.(!) filmu, książka ma zaledwie 314 stron(!). Pytanie nasuwa się od razu, skąd reżyser wziął materiał do tego filmu, a przynajmniej ostatniej części?, nie ma co, tak dużo się tam nie działo. Trochę to straszne i przed obejrzeniem ciarki przechodziły mi po skórze, czy to będzie wielka i doniosła klapa?
Wszystko zaczęło się miło i przyjemnie. Martin Freeman jako Bilbo był genialny. Dużo się działo, sporo dodano, ale czy to była taka zła decyzja. Na początku rozpaczałam, ale czy teraz żałuję? Nie moi drodzy, zdecydowanie nie, ale po kolei.

Totalnie nie podobał mi się motyw Gandalfa, Galadier, Sarumana i ich walka ze "złem". Zupełnie niepotrzebny, wiem wiem, nawiązanie do Władcy..., ale myślę, że obyło by się bez tego.
Andy Serkis jako Gollum jest po prostu genialny, za każdym razem, kiedy usłyszę "skarbie", przed oczami widzę właśnie jego i to przeciągłe "sssskarbie" haha. Inny bohater, o którym jest głośno, to oczywiście Legolas, Orlando Bloom pojawia się na ekranie w długich, blond włosach, hipnotyzujące spojrzenie, łuk, panie wzdychają, a ja..... "o rany, jak on mnie denerwuje". Taka już jestem okrutna, że mi nie dogodzi, chociaż przyznam, że przystojniejszego elfa nie widziałam.
Dużo scen było naciąganych, typowo pod komercję, ale nie powiem, żeby niektóre z nich mi się nie spodobały, np. sceny Kiliego i Tauriel. Tego w książce nie było, a szkoda, chociaż nie ma co bronić reżysera, dzięki tym scenom chciał po prostu zarobić troszkę więcej kasy, miłość przyciąga widzów, szczególnie ta nieszczęśliwa. 
Mamy jeszcze Smauga, wiecie kto dał mu głos? Uwaga!, zagadka: pewien pan, o którym ostatnio było głośno, wysoki, szczupły, przystojny, wcielił się w rolę niezwykle inteligentnego człowieka w produkcji BBC, zwariowany, uzależniony, ale rozwiąże każdą zagadkę, Sherlock! Wiecie kim jest ten aktor? Oczywiście to Benedict Cumberbatch. Jak widać sama śmietanka towarzyska, wymieniłabym jeszcze więcej nazwisk, ale nie chcę Was zamęczać, taki Evans jako Bard, Lee Pace, Evangeline Lilly (kojarzycie ją z LOST?). Świetni aktorzy, spisali się na medal.


Tyle osób narzeka na ten film; komercha, za dużo techniki, za długo trwa, naciągane sceny, a ja Wam powiem, że jestem zadowolona, mi się podobało i na maratonie 19 grudnia, siedziałam z otwartymi szeroko oczami, wpatrując się zachwycona w ekran, z wysoko podniesioną głową (no cóż, 4 rząd:O) i starając się nie przegapić ani ułamka filmu, choć pierwszą i drugą część widział po raz n-ty. Trzecia część pobiła na głowę poprzednie, akcja pędziła niczym rydwan po zwycięstwo. Działo się sporo, nie sposób było się nudzić, a co dopiero zasnąć, mimo że na zegarze było już długo po trzeciej nad ranem. Zabawny, ekscytujący, a nawet łezka w oku się zakręciła. Kto nie widział, niech jak najszybciej to nadrobi, bo ja polecam, bardzo polecam :D

Ta piosenka już zawsze będzie kojarzyć mi się z Hobbitem <3

Zdjęcia z filmu pochodzą ze strony FILMWEB.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Dziękuję za każde pozostawione słówko :D