![]() |
źródło |
Autor: Stephen King
Tytuł oryginału: Doctor Sleep
Tom: II (kontynuacja „Lśnienia”)
Wydawnictwo: Prószyński I S-ka
Ilość stron: 649
Ekranizacja: nie
Tytuł oryginału: Doctor Sleep
Tom: II (kontynuacja „Lśnienia”)
Wydawnictwo: Prószyński I S-ka
Ilość stron: 649
Ekranizacja: nie
Opis:
Może ktoś z Was, pamięta małego Danniego Torrance’a? Niezwykły chłopczyk, obdarzony darem, który można by uznać i za przekleństwo. Jasność, wielu zabiłoby, gdyby tylko można było to ukraść, paradoks, bo Ci, którzy przy narodzinach dostali go w pakiecie razem z pięcioma zmysłami, czasem pragnęli się go wyrzec.
Kiedy widzisz zmarłych, to jeszcze pół biedy, prawdziwy koszmar zaczyna się, gdy chcą Cię oni zabić i mają do tego wszelkie możliwości. Danny zmierzył się z nimi w Panoramie, nadal żyje, więc jest dobrze, ale ludzi o takim darze, kłopoty nie omijają, jednak tym razem na jego drodze staną żywi lub mniej żywi, zależy jak na to spojrzeć. Prawdziwy Węzeł, grupa staruszków, którzy, aby żyć wiecznie, wysysają parę z dzieci, z darem jasności, a tym samym sprawiając im niewyobrażalny ból, czego skutkiem jest długotrwała i paskudnie bolesna śmierć. Abra, to ją będą ścigać, a jak wmiesza się w to wszystko Danny?, albo Dan, bo przecież to już dorosły mężczyzna, przekonajcie się o tym sami.
Może ktoś z Was, pamięta małego Danniego Torrance’a? Niezwykły chłopczyk, obdarzony darem, który można by uznać i za przekleństwo. Jasność, wielu zabiłoby, gdyby tylko można było to ukraść, paradoks, bo Ci, którzy przy narodzinach dostali go w pakiecie razem z pięcioma zmysłami, czasem pragnęli się go wyrzec.
Kiedy widzisz zmarłych, to jeszcze pół biedy, prawdziwy koszmar zaczyna się, gdy chcą Cię oni zabić i mają do tego wszelkie możliwości. Danny zmierzył się z nimi w Panoramie, nadal żyje, więc jest dobrze, ale ludzi o takim darze, kłopoty nie omijają, jednak tym razem na jego drodze staną żywi lub mniej żywi, zależy jak na to spojrzeć. Prawdziwy Węzeł, grupa staruszków, którzy, aby żyć wiecznie, wysysają parę z dzieci, z darem jasności, a tym samym sprawiając im niewyobrażalny ból, czego skutkiem jest długotrwała i paskudnie bolesna śmierć. Abra, to ją będą ścigać, a jak wmiesza się w to wszystko Danny?, albo Dan, bo przecież to już dorosły mężczyzna, przekonajcie się o tym sami.
Recenzja:
„Przeszłość określa teraźniejszość.”
Słyszeliście o takim zjawisku w psychologii jak lustra? Nie
jestem do końca pewna, co do nazwy, ale wytłumaczę mniej więcej, o co chodzi.
Zapewne niejednokrotnie zauważyliście podobieństwo w zachowaniu między Wami, a
Waszymi rodzicami lub sąsiadami a ich dziećmi itd., podam przykład, gdy Marcin
się denerwuje zawsze łapie się za szyję, podobnie robi jego tata, wszystko jest
w porządku, uwielbiamy wypatrywać takich rzeczy, mówimy „on podał się na mamę/jego
ojciec w jego wieku dokładnie tak samo się zachowywał”. Jednak w zjawisku
luster, szkopuł tkwi w tym, że naśladujemy postepowania rodziców, których za wszelką
cenę, chcielibyśmy uniknąć, długo się ich wypieramy, aż w końcu dostrzegamy, że
wylądowaliśmy w tym samym bagnie, że mimo naszych starań i tak skończyliśmy
podbnie, tak jakby to była jakaś rodzinna klątwa. Nie uczyliśmy się na błędach
rodziców, choć powinniśmy.
Pamiętacie Jacka ? Tata Danniego, mąż Wendy, wykształcony, pisarz, bez pracy, alkoholik, a w dodatku agresywny. Znacie go z „Lśnienia” i doskonale wiecie jak skończył, jeśli nie, to koniecznie to nadróbcie, bo naprawdę warto, ale do rzeczy. Drogą dedukcji, doszliście do niezwykle istotnego faktu, dorosły Dan boryka się z chorobą XXI wieku, nadużywa alkoholu, jednak na jego drodze coś się zmieni, wydarzy się wiele rzeczy, które zadecydują o jego losach. Doskonały portret psychologiczny, kawał dobrej roboty. Jak zwykle Stephen King mnie nie zawiódł, bohaterowie dopracowani, główny charakter rozwinął się, stał się świetną postacią, stracił na tajemniczości, ale to jak się zmieniał, było logicznie poprowadzone. Nowe postacie, których jest cała masa, indywidualne, oryginalne i każda miała coś w sobie niepowtarzalnego, co sprawiało, że stawali się bardzo charakterystyczni.
Kontynuacja „Lśnienia” powstała dużo później niż jej poprzedniczka, autor nie planował drugiej części, pomysł przyszedł nagle, podobno, dzięki pytaniu, które zadał mu jeden z czytelników „Hej, nie wie pan może, co się stało z tym dzieciakiem ze Lśnienia?”. I Bogu niech będą dzięki, bo wiecie co? Ja też długo się zastanawiałam jak to będzie z Dannym, ale wszystko już wiem, dużo Wam nie zdradzę, choć bym chciała, ale na tym byście tylko stracili, a ja nie chcę być tą złą, która odbierze Wam najlepszą część zabawy.
Trzeci raz spędzam wolny czas z tym autorem, a on nadal mnie zaskakuje, potrafi pisać o wszystkim. Odkrywa przed czytelnikiem najgorsze zakamarki człowieczeństwa i to mi się podoba. Gdy na okładce macie nazwisko Kinga, to już załatwione, dreszczyk emocji macie na pewno, bo S. K. jest jak hacker, który zamiast do komputerów, włamuję się do naszej podświadomości i penetruje ją za pomocą słów, które spisał pod wpływem zadziwiającej weny twórczej.
„Doktor sen” to dobry horror, poprzeczka opadła, nie udało mu się jej podnieść, ale przy poprzedniej części, była wystarczająco wysoko, żeby nawet po nieznacznym spadku, utrzymać się na wysokim poziomie, bo kto słyszał o Kingu, wie że to mistrz, którego książek nie czyta się dziecku na dobranoc, osoby o słabych nerwach omijają jego twórczość, szerokim łukiem, a u tych odporniejszych jest on stałym gościem.
Przy „Lśnieniu” czułam ciągłe napięcie, tutaj tego zabrakło, powieść nie była dla mnie horrorowata, choć to horror oczywiście, ale mnie trudno wystraszyć, chyba jestem jednym z nielicznych wyjątków wśród dziewczyn. Mimo to, jestem pewna, że warto przeczytać tą pozycję.
Pamiętacie Jacka ? Tata Danniego, mąż Wendy, wykształcony, pisarz, bez pracy, alkoholik, a w dodatku agresywny. Znacie go z „Lśnienia” i doskonale wiecie jak skończył, jeśli nie, to koniecznie to nadróbcie, bo naprawdę warto, ale do rzeczy. Drogą dedukcji, doszliście do niezwykle istotnego faktu, dorosły Dan boryka się z chorobą XXI wieku, nadużywa alkoholu, jednak na jego drodze coś się zmieni, wydarzy się wiele rzeczy, które zadecydują o jego losach. Doskonały portret psychologiczny, kawał dobrej roboty. Jak zwykle Stephen King mnie nie zawiódł, bohaterowie dopracowani, główny charakter rozwinął się, stał się świetną postacią, stracił na tajemniczości, ale to jak się zmieniał, było logicznie poprowadzone. Nowe postacie, których jest cała masa, indywidualne, oryginalne i każda miała coś w sobie niepowtarzalnego, co sprawiało, że stawali się bardzo charakterystyczni.
„Boli? – zapytała Abra umierającą istotę, która wyglądała jak kobieta
(pomijając ten straszliwy ząb). – Mam nadzieję, że tak. Mam nadzieję, że boli
bardzo.”
Kontynuacja „Lśnienia” powstała dużo później niż jej poprzedniczka, autor nie planował drugiej części, pomysł przyszedł nagle, podobno, dzięki pytaniu, które zadał mu jeden z czytelników „Hej, nie wie pan może, co się stało z tym dzieciakiem ze Lśnienia?”. I Bogu niech będą dzięki, bo wiecie co? Ja też długo się zastanawiałam jak to będzie z Dannym, ale wszystko już wiem, dużo Wam nie zdradzę, choć bym chciała, ale na tym byście tylko stracili, a ja nie chcę być tą złą, która odbierze Wam najlepszą część zabawy.
Trzeci raz spędzam wolny czas z tym autorem, a on nadal mnie zaskakuje, potrafi pisać o wszystkim. Odkrywa przed czytelnikiem najgorsze zakamarki człowieczeństwa i to mi się podoba. Gdy na okładce macie nazwisko Kinga, to już załatwione, dreszczyk emocji macie na pewno, bo S. K. jest jak hacker, który zamiast do komputerów, włamuję się do naszej podświadomości i penetruje ją za pomocą słów, które spisał pod wpływem zadziwiającej weny twórczej.
„cienie mogą być niebezpieczne. Mogą mieć kły.”
„Doktor sen” to dobry horror, poprzeczka opadła, nie udało mu się jej podnieść, ale przy poprzedniej części, była wystarczająco wysoko, żeby nawet po nieznacznym spadku, utrzymać się na wysokim poziomie, bo kto słyszał o Kingu, wie że to mistrz, którego książek nie czyta się dziecku na dobranoc, osoby o słabych nerwach omijają jego twórczość, szerokim łukiem, a u tych odporniejszych jest on stałym gościem.
Przy „Lśnieniu” czułam ciągłe napięcie, tutaj tego zabrakło, powieść nie była dla mnie horrorowata, choć to horror oczywiście, ale mnie trudno wystraszyć, chyba jestem jednym z nielicznych wyjątków wśród dziewczyn. Mimo to, jestem pewna, że warto przeczytać tą pozycję.
„Żadnego kazania, żadnego morału. Tylko krew, która ciągnie do krwi. Głupie
pokusy czyhające na świadomych ludzi.”
Polecam wszystkim fanom Kinga, miłośnikom horrorów, osobom o
silnych nerwach, szukających dreszczyku emocji, lekkiego bo lekkiego, ale to
zawsze coś, czegoś na dłuższą chwilę, bo to jednak trochę stron do przeczytania
i wszystkim chętnym na coś dobrego.