czwartek, 30 października 2014

John Green - 19 razy Katherine









            Tytuł oryginału: An Abundance of Katherines
            Gatunek: young adult
            I wydanie: 2006
            Ilość stron: 303
            Ekranizacja: nie







"Mamy trzydzieści dwa zęby. Po pewnym czasie miażdżenie każdego kolejnego zęba być może staje się powtarzalne, nawet nudne. Ale nigdy nie przestaje boleć."


Ta książka jest jak powyższy cytat, prosta, prawdziwa, wnikliwa i pełna głębi. Gdybyśmy starali się zamknąć oczy na inne wymiary i czytać ją dosłownie, wysunęlibyśmy wnioski, że jest to zabawna, trochę mało wiarygodna powieść o nastolatkach. Jednak książki Greena mają to w sobie, że pod powłoką błahości, ukrywają głębię, wielopłaszczyznową, każdy może odbierać je inaczej, choć widzi wspólne przesłanie.

Colin Singleton to cudowne dziecko, od urodzenia obdarzone niezwykłą inteligencją. Robi wszystko, żeby zostać geniuszem, jednak w dążeniu do sukcesu gubi coś niezwykle ważnego, a mianowicie siebie. Zapomina, co go cieszy, co sprawia, że pragnie coś osiągnąć, a zdaje sobie o tym sprawę dopiero, kiedy po zerwaniu z Katherine, wyrusza w podróż.
Z tym imieniem wi
ążę się całkiem zabawna historia, bo właśnie nasz drogi Colin już po raz dziewiętnasty, zostaje porzucony przez dziewczynę o imieniu Katherine i to nie jest tak, że specjalnie skazuje się na imienniczki swojej pierwszej dziewczyny, on je po prostu spotyka i się zakochuje. Później zostaje porzucony, a jeszcze później opracowuje "Teoremat o zasadzie przewidywalności Katherine"...

Kiedyś, gdzieś przeczytałam, że  Green pisze o nastolatkach, ale nie tylko dla nich. Podpisuję się pod tym zdaniem całą sobą. Uniwersalne prawdy, zawarte między wersami jak sama nazwa wskazuje są pożywieniem dla każdego człowieka. Samotność, porzucenie, przyjaźń, miłość, odnajdywanie siebie. To dotyczy zaledwie istot takich jak Ty i ja.
"19 razy Katherine" to mądra książka i nie mówię tego, kierując się wszystkimi ciekawostkami, którymi uraczył nas główny bohater, ani nawet wszystkimi analizami matematycznymi, które w gruncie rzeczy niemiłosiernie mnie nudziły, powieść zasłużyła sobie na miano nie tyle ciekawej, czy intrygującej, co inteligentnej, dzięki swej złożoności i jeśli tylko otworzysz swój umysł i nieco się skupisz, dostrzeżesz piękno historii o Colinie i jego dziewiętnastu dziewczynach, a zapewniam Cię, nie jest to trudne, bo jeśli ja zdołałam zachwycać się w tramwajach pełnych ludzi, na wykładzie, wyłapując drugim uchem ważne informacje, to zapewniam Cię, jest to bajecznie proste, tym lepiej, bo mogę książkę polecić każdemu.


"Ale temu uśmiechowi nie można było się oprzeć. Ten uśmiech mógłby wygrywać wojny i leczyć raka."

Słodko-gorzka powieść, która zachwyci nas swoim humorem, czasem niezbyt przystępnym dla każdego czytelnika. Powiem tyle, ksiądz na religii nie byłby zadowolony z pewnych cytatów! Nie ma tam jednak nic obraźliwego, ani odrażającego.
Bohaterowie są dobrze skonstruowani, choć nie mogę niestety powiedzieć, że mi jakoś szczególnie przypadli do gustu. Colin trochę mnie denerwował, był za mało wyrazisty i robił z siebie ofiarę, narzekał jak stara baba! Hassan, niesamowicie pozytywna postać, przyjaciel głównego bohatera, który zasługuje na ukłon.
J
ęzyk przystępny, czyta się, a właściwie płynie po kartkach.

"Książki to notoryczni Porzucani: gdy je odkładasz, mogą na ciebie czekać wiecznie, a gdy poświęcisz im uwagę, zawsze odwzajemniają twoją miłość."

Na ko
ńcu języka mam słowo: porównanie i choć nie powinnam tego robić, dzisiaj mojemu małemu, wewnętrznemu buntownikowi, pozwolę trochę sobie poszaleć i napiszę Wam kilka słów o tym jak ta powieść wypada przy jakże niesamowitej książce, która Greenowi przyniosła światową sławę, "Gwiazd naszych wina". Otóż jak można się domyśleć, światła reflektorów pozostaną tam gdzie były, zwrócone w stronę historii dziewczyny chorej na raka. Tutaj brakowało mi emocji, z którymi zdążyłam już utożsamić nazwisko autora. Za dużo matematyki i wtrącenia, przypisy, pana Greena czy choćby tłumacza, nie zawsze były tak zabawne. Jednak mimo, że książki są podobne, to fabuła jest całkiem inna, sposób pisania ten sam, okładka podobna(co jest ogromnym plusem), ale historie różnią się całkowicie, dzięki czemu nie możemy liczyć na przewidywalność.

Ksi
ążka mimo, że jest nieco słabsza od swojej, osławionej, starszej siostry, myślę, a nawet jestem pewna, że jest warta przeczytania. Ta nieco karykaturalna powieść, zachwyca swoją głębią i ukazuje nam wiele wartości. Polecam każdemu bez względu na wiek, a ja znikam coś zjeść, bo jakby to Hassan powiedział: "Jestem głodniejszy niż dzieciak trzeciego dnia na turnusie odchudzającym.".

Moja ocena:
6,5/10
 Wyzwania:
1. Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
+2,3cm = 105,1/160
2. Gatunkowy miesięcznik- literatura młodzieżowa


 Z okazji 31.10 - HALLOWEENOWY PORADNIK na mojej stronce na FB - link w pasku bocznym, zapraszam!
Za kilka dni post z relacjami z Targów Książki!
A teraz to już serio znikam coś zjeść i do łóżeczka. Okropna pogoda, grypa, ale za to trochę czasu na czytanie się zrobiło. Do zobaczenia! :D

poniedziałek, 27 października 2014

Harry Potter i Zakon Feniksa







      Autor: J. K. Rowling
      Tytuł oryginału: Harry Potter and the Order of the Phoenix
      Tom: V
      Gatunek: fantastyka
      I wydanie: 2003
      Ilość stron: 955
      Ekranizacja: tak





Przyjaźń, prawda, miłość, poświęcenie.
Domyślam się, że wielu z Was tak bardzo zazdrości mi tego, że dopiero teraz poznaję tą wspaniałą serię po raz pierwszy. Ja zawistnym okiem patrzę na tych wszystkich, którzy Harrego jeszcze nie tknęli, bo wiecie co, ta wspaniała przygoda czeka na Was, otwiera przed wami swoje wrota, zaprasza i cicho szepcze do ucha, pełne obietnic słowa, które są tylko zalążkiem tego, czego możecie się spodziewać, a ja już niestety przebyłam większą część podróży po świecie magii i ku mojej ogromnej rozpaczy, pierwsze razy charakteryzują się tym, że zawsze są tylko raz..
Teraz zwrócę się do tych, którzy mówią, że tej historii nie nawet tkną kijem, z odległości dwóch metrów, zapewniam Was, wiem co czujecie, byłam jedną z Was, ale się nawróciłam. Ta recenzja jest w szczególności dla Was. Mam nadzieję, że przekonam wszystkich niewiernych, a jak nie to obiecuję, to jeszcze nie koniec, będę Was nękać, aż zmienicie zdanie.

Jak co roku, Harry spędza wakacje u Dursley'ów. Jednak tym razem jego pobyt trochę się skraca i to nie z przyczyny jakiej młody czarodziej pragnął, Potter ratuje od śmierci swojego kuzyna, którego zaatakowali dementorzy, wypowiadając magiczne zaklęcie. Tym bohaterskim zachowaniem ociera się o włos od wydalenia z Hogwartu.
Gdy, w końcu uda mu się wrócić do Szkoły Magii i Czarodziejstwa, wszystko idzie nie tak jak powinno. Nowe reformy sprawiają, że miejsce, które Harry uwielbiał, staje się jednym, wielkim koszmarem, a przyczynia się do tego nowa nauczycielka, Umbridge, która sporo namiesza, a zważywszy na fakt, że prawie nikt nie wierzy w powrót Voldemorta oraz dodając jeszcze koszmary Harrego, który zaczyna się dziwnie zachowywać, można się domyślić, że zaczęły się kłopoty i to na szeroką skalę.

Moja ulubiona część! Nie wiem, czy to dlatego, że już dawno nie przenosiłam się do tego wymiaru i powodem mojego zachwytu jest długa przerwa pomiędzy częściami, czy po prostu bardziej się wciągnęłam, jeśli to w ogóle możliwe. Wszystko tutaj jest doskonałe, nieszablonowi bohaterowie, oryginalni, tak różni i dziwni, wprost trudno uwierzyć, że nikt autorki o przesadę nie posądził i jestem pewna, że żaden zły człowiek takiego zamiaru nie ma, bo to by była zbrodnia!

 Harry Potter i Zakon Feniksa

Rowling stworzyła świat, do którego chciałby się przenieść każdy. Zauważcie, na blogosferze bardzo modna stała się zabawa Liebster Blog, większość z Was, biorąc w niej udział, zapewne odpowiadała na pytanie: do jakiego książkowego miejsca, chciałbyś się przenieść?, a jeśli nawet nie, to pewnie, coś, gdzieś o tym czytał. Ja nie spotkałam się z blogerką/blogerem, który by nie wymienił świata magii znanego z Harrego Pottera. Sam ten fakt mówi głośno i wyraźnie; jeśli mnie nie znasz, to lepiej nadrób zaległości jak najszybciej, bo wstyd kochany, wstyd!

"Zawsze uważałem, że my z Fredem powinniśmy dostać ze wszystkiego P, bo sam fakt, że pojawiliśmy się na egzaminach, był powyżej oczekiwań."

Chciałabym wspomnieć o czymś, o czym jeszcze nie pisałam, ale kiedy seria utrzymuje się na jednym poziomie, albo nawet z każdym kolejnym tomem jest coraz lepsza, to na prawdę bez powtarzania się nie obejdzie, żeby tego nie robić i oszczędzić Wasz wzrok, który z każdą przeczytaną literą psuje się coraz bardziej haha, odeślę ryzykantów do poprzednich recenzji.(linki poniżej)
Harry Potter to mistrzostwo, nie mam żadnych zastrzeżeń, czytanie tej serii to przyjemność, która rozpływa się po naszej wyobraźni jak wata cukrowa w ustach. Drugiego takiego cyklu nie znajdziecie, choćbyście z lupą szukali i zdolności po Holmesie odziedziczyli.

Mama mi ostatnio powiedziała, że chyba powinnam wyrosnąć już z takich książek, zdradzę Wam sekret, tylko cichutko, jak coś to nie ja Wam powiedziałam. Wieczorem moja mamuśka wzięła do ręki tomiszcze Harrego i zaczęła czytać, a gdy ją na tym przyłapałam, tłumaczyła się, że chciała sprawdzić, co ja takiego widzę w tej książce. Odpowiedzią jest pierwsza linijka mojej recenzji "Przyjaźń, prawda, miłość, poświęcenie.", ta prosta, niezwykle zabawna, wielowymiarowa powieść, bo taka właśnie jest, niezwykła i ujmująca książka, to lektura, która mówi o wartościach, o sile, o uczuciach, tych prawdziwych, które są zbudowane na dobrze zbrojonych fundamentach, są trwałe i rzeczywiste. Mimo, że magia gra tam pierwszą rolę i sprawia, że książka jest jeszcze wspanialsza, to bohaterowie są niezwykle realni.
Dzisiaj też spotykamy na swojej drodze Voldemort'ów, którzy chcą wszystko zagarnąć dla siebie, burzą ład i porządek, aby tylko się wybić, zdobyć jak najwięcej, kosztem innych. Śmierciożercy to brutalni mordercy lub choćby żołnierze, którzy walczą na wojnie, śmierć człowieka to dla nich zwykła liczba, która wskazuje jednego rywala mniej. Szkoda tylko, że tak trudno spotkać ludzi jak Dumbledore, rodzice Harrego, Syriusz, którzy znają wartość słowa: poświęcenie. Nie tylko znają, ale i potrafią je wdrożyć do swojego życia bezinteresownie. Kto z nas może z czystym sumieniem powiedzieć, że ostatni raz, kiedy zrobił coś dla kogoś, to było to zupełnie bezinteresowne.... No właśnie.

Harry Potter i Zakon Feniksa
Nie muszę chyba pisać, że polecam, bo każdy głupi by się domyślił. Kto jeszcze nie miał okazji, niech w końcu zda sobie sprawę, ile stracił i niech pędzi do biblioteki, a ja Wam zazdroszczę, bo przede mną tylko dwa tomy, a później to będzie żałoba i ogromny kac książkowy. Pamiętajcie, każda książka rozwija, jeśli nie zapcha Wam mózgu informacjami na temat budowy komórek, czy nie wyjaśni jak obliczyć asymptotę granicy funkcji, to trudno, ale za to sprawi, że Wasza wyobraźnia będzie pracować na najwyższych obrotach, bo kiedyś mądry człowiek powiedział: "Wyobraźnia bez wiedzy może stworzyć rzeczy piękne. Wiedza bez wyobraźni najwyżej doskonałe."*

 Moja ocena:
10/10
*Albert Einstein
 Wyzwania:
1. Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
+5cm = 102,8/160 
2. Czytam opasłe tomisk
3. Gatunkowy miesięcznik- literatura młodzieżowa
4. Najpierw książka, potem film

 
 Linki do poprzedniki części:

środa, 22 października 2014

Lubicie komedie? Bo ja nie... :O


Już dawno nie pisałam o żadnej filmowej produkcji. Powód tego jeden, nie miałam czasu na oglądanie niczego poza debilnymi filmikami na you tubie (Jesteś zwycięzcą - może ktoś widział, w sumie nieźle motywujące haha) oraz serialami, które uwielbiam i kiedy mam wybór, film a serial, oczywiście wybieram tą drugą wersję. Wolę oglądać to, co już jest sprawdzone i na pewno mi się spodoba, dobrze odmużdży i zrelaksuje. Nie lubię tracić jakże cennego czasu na film, w którego połowie oddam się w wielkie łapska Morfeusza.

Lubicie komedie?
Bo ja nie.
Ok, to nie do końca prawda, każdy lubi się śmiać i zapytajcie kogokolwiek z moich znajomych, ja robię to za często, nawet, gdy się denerwuję, ale to nieważne. Komedie też bym lubiła, gdyby były zabawne i jest taka mała garstka, która mnie na prawdę bawi. Reszta to tylko momenty, a momenty to nie film i tego nie można nazywać komedią.
Może mam kiepskie poczucie humoru, bo nie bawią mnie rasistowskie/seksistowskie kawały, ale czy kogoś, kto śmieje się z tak suchego sucharu jak:
-Gdzie tańczą konie?
-Na balkonie! (haha kumacie?) :D
można postawić w stan oskarżenia za kompletny brak humoru? Bo nie sądzę.
A to, że jestem troszkę wybredna uważam za zaletę, no bo jakby nie patrzeć, możecie mi zaufać, że polecę Wam coś godnego uwagi, choć ręki uciąć sobie nie dam, głowy tym bardziej, że będziecie ryczeć ze śmiechu, bo wiecie, każdy ma inne poczucie humoru.


Marley i ja

- amerykański film komediowy z 2008 roku w reżyserii Davida Frankela, w którym główne role zagrali Owen Wilson i Jennifer Aniston. Film jest ekranizacją książki Johna Grogana pt. „Marley i ja”. ( źródło - Wikipedia)

Oglądałam już masę komedii i wiecie co. Teraz już się nie robi dobrych filmów z tego gatunku! Idziemy na łatwiznę, seks na ekranie, dużo krwi lub żart na niskim poziomie, najlepiej, żeby kogoś obrażał, to będzie dobre, to się sprzeda.
I wiecie co? Mamy rację, bo to się sprzedaje, nie chcę dochodzić dlaczego. Lepiej nie.
Wiecie, co jest najlepsze? Że ja też czasem cieszę się jak głupia z takich rzeczy, pisałam kiedyś o mojej ulubionej komedii: "Agenci bardzo specjalni" i tam jest sporo tego typu żartu, ale jest też wiele więcej, co sprawia, że wszystko współgra ze sobą i sprawia, że ten film jest tak głupi, że aż śmieszny i przede wszystkim, dobry. Wspaniali aktorzy, którzy potrafią rozbawić i  nie tylko prostackie żarty.

źródło

John i Jenny to młode małżeństwo. Ona chce mieć dziecko, on nie jest na to gotowy. Zwierza się przyjacielowi, a kumple jak to mają w zwyczaju, zawsze podrzucą dobrą radę. Kup psa, gdy twoja kobieta zajmie się wychowywaniem szczeniaka, na jakiś czas odechce jej się dziecka. Pomysł się sprawdza, mały labrador o wdzięcznym imieniu, Marley, czterema łapkami, wkracza w życie pary. Narobi w nim niezłego zamieszania, ale o tym przekonacie się na własne oczy. Mam tylko nadzieję, że uda mi się Was przekonać, abyście wygodnie umościli się w fotelu i włączyli "play"!

"Marley i ja" to komedia innego typu, bardzo zabawny film, wielokrotnie przestawałam panować nad swoim ciałem, które wybuchało spazmatycznym śmiechem. Warto zwrócić uwagę na fabułę, na prawdę ciekawa, aktorzy, oni pokonali samych siebie. Uwielbiam Owena za rolę m. in "Rycerzy z Szanghaju", Jennifer za to, że jest bohaterką jednego z moich ulubionych seriali "Przyjaciele" i mimo, że nie lubiłam jej jako Rachel, to zawsze podziwiałam jej talent aktorski, tutaj zaprezentowała nam go w całej swojej krasie. Aktorzy stworzeni do komedii!

Film dzisiaj się nie sprzeda, jeśli nie będzie łączył różnych gatunków. Taki mishmash to podstawa.
Komedia + dramat, mieszanka wybuchowa, ale jestem pewna, że widzieliście to już nie raz, jak nie tu, to gdzieś indziej. W dzisiejszym świecie, żeby wymyślić coś nowego trzeba mieć mózg jak Einstein i Tolkien, same zdolności nie wystarczą, ogromna wyobraźnia to dopiero bilet do świata wynalazków.
Poryczałam się, poryczałam się jak bóbr i chociaż w ten piękny, piątkowy wieczór, przyjechałam do rodzinki po całym tygodniu zmagań ze studiami, kłopotami, wrednymi facetami (haha żartuje, nie mam żadnych uprzedzeń, ani nic z tych rzeczy), to mimo, że film oglądałam już drugi raz, wywarł na mnie te same emocje, tak silne i to doceniam. Rzadko piszę o filmach, widocznie te, które oglądałam, nie są tego warte, ale ten jest i Wam go polecam.

źródło

Postać psa odgrywa tutaj ważną rolę, ale bez obaw, to nie film w stylu;
-Co tam u ciebie Reks?
-A no dobrze, właśnie zjadłem kość.
Tutaj pies to pies, żadnych nadnaturalnych zdolności, nie gada, nie lata i nie uratuje żadnej, czystej maści, suczki. Może jest trochę nadpobudliwy, ale to się zdarza, znam to z autopsji. W sumie ostatnio przedstawiałam Wam mojego psiaka. No właśnie...

Koniec końców, polecam Wam tą komedię. Jedna z lepszych, które oglądałam, a wiele ich nie było. Historia piękna, multum scen, które rozłożą Was na łopatki, niech Wasze mięśnie brzucha trochę popracuję, a wyjdzie Wam to na zdrowie! 
Myślę, że film mogę polecić każdemu, bo pierwszy raz oglądałam go z bratem, on się nie poryczał... Faceci! Oni przecież muszą udawać twardzieli, bo stracili by honor, ale w każdym razie, z filmu był zadowolony, a on jest jeszcze bardziej wybredny niż ja.
Nie ma tutaj scen, których widzieć nie powinny starsze dzieciaki, ale nie rozczarują się też kobiety lubiące romantyczne momenty, za wiele ich nie ma, no ale zawsze coś, w końcu to komedia, więc jeśli dbacie o płaski brzuszek!, a podobno śmiech jest lepszy niż wszystkie ćwiczenia z Chodakowską, to oglądać!

Tak, więc, lubicie komedie?
Bo ja tak! (uzasadnienie - nie wszystko, co nazywa się komedią tak na prawdę nią jest)
:D


                                                                                                                                                                                                                    
Wybiera się ktoś na Targi książki?
Ja jak zwieję z zajęć, to będę w piątek! Już się nie mogę doczekać <3

środa, 15 października 2014

Zdejmując okulary, czyli zdjęciowe pożegnanie lata

"A lato było piękne tego roku" i zaczynając słowami tego pięknego wiersza (Konstanty Ildefons Gałczyński "Pieśń o żołnierzach z Westerplatte"), ma się ochotę powiedzieć "I tak śpiewali: Ach, to nic,", że tak padało, zamknąć oczy i zapomnieć o wszystkich niepowodzeniach, nieudanych wypadach nad jezioro, czy niewypałach etc. wakacje na Chorwacji, bo w gruncie rzeczy życie jest piękne i te wakacje również takie były.

 Zaczęłam bardzo poważnie, ale bez obaw, ten post nie będzie jakimś zasmucającym wywodem nad życiem, a raczej migawką wspomnień, pełną zdjęć, na które akurat miałam wenę.
Post miał ukazać się 1 października, kiedy to zaczął się rok akademicki, ale jak to u mnie często bywa, grafik poszedł się paść, a Anna pisze posta w połowie miesiąca, kiedy wszyscy już zapomnieli, że istnieje coś takiego jak okulary słoneczne, czy choćby wakacje. Podejrzewam, że część z Was widząc te zdjęcia, będzie chciała mnie posolić, pokroić i zjeść, jeśli siedzicie nad matmą lub piszecie 6-stronicowy esej, nie dziwię się, też bym tak zrobiła haha. :D

Do rzeczy!




Opowiem Wam trochę o moich wakacjach. Nie zwiedziłam żadnych obcych krajów, pełnych tajemnic katakumb i nie zobaczycie selfie z pod wieży Eiffla, ale sporą dawkę zdjęć z południa Polski, bo i nasz kraj ma w sobie to coś, co warto zobaczyć. Jest na swój sposób piękny i
mam nadzieję, że wy też potraficie to docenić.








Pamiętacie jeszcze te czasy, kiedy chodziło się w krótkich spodenkach?
Ja już prawie zapomniałam, a ta dziwna część garderoby leży, gdzieś na dnie szafy. :(

handmade




 Przez całe wakacje dostawałam zamówienia na takie właśnie medaliony. Zrobiłam ich prawie 40 :D
(Jeśli ktoś nie wie, to zajmuję się też amatorsko handmade'em).









 Z Karoliną! Jak zwykle wszystkie wakacje spędzamy razem, tego roku jednak czas był bardziej złośliwy, moja praca itd.


Patrzcie na dół! Nogi Karoliny po lewej - efekt Chorwacji i trochę jej karnacji. Kto jedzie tam ze mną w przyszłym roku? :D










Moje kochanie, śliczny kolor włosów, prawda?
Dla niezorientowanych - mój młodszy brat, Adaś :D


Krościenko, Czorsztyn, jezioro :D


Niczym rasowa góralka, wiecie ciupaga, kierpce, gorset i te sprawy -  uwielbiam góry. W tym roku, podbijałyśmy Turbacz, może to nie Mount Everest, ale widoki i tak niesamowite. No i oczywiście bez ciupagi się wspinałyśmy :O


Kinga Wam macha :D
Salamandra plamista
 Większość wakacji spędziłam w ośrodku młodzieżowym, wysoko w górach, odcięta od rzeczywistości, pracując jako pomoc kuchenna/kelnerka/sprzątaczka/sklepikarka. To się nazywa doświadczenie zawodowe o.O



Puśka i jej zielone oka :D
Chyba jedyne wino, które lubię :)







and me o.O



 Mój psiak i jego nienaturalnie duża głowa, serio, tutaj tego nie widać, ale każda osoba, która do nas przychodzi, mówi dokładnie coś takiego "o rany! jaką on ma wielką głowę" haha jęzora też nie ma najmniejszego :D




 Drzewko w moim pokoju, to cytryna, mam już ją ponad 5 lat, zasadzona od pestki. Po potarciu jej liście mają niezwykle intensywny, cytrynowy zapach.
Ostatnie dwa zdjęcia: ja, Sylwia i Kinga. Nawet nie wiecie ile robiłyśmy prób, żeby wyskoczyć równo. The last - zainspirowane pewnym zdj. z Internetu :D
Na dzisiaj to tyle, mam nadzieję, że jednak nikt nie będzie chciał mnie zjeść i razem ze mną powspominacie te piękne, cieplutkie dni. 
Do zobaczenia wkrótce!

wtorek, 7 października 2014

Sherlock Holmes - Arthur Conan Doyle





                        Gatunek: kryminał, thriller
                        Wydawnictwo: Zysk i S-ka
                         Ilość stron: 494
                         Ekranizacja: tak
  • Sherlock Holmes - 2009 (film)
  • Sherlock - 2010 (serial)




Opis:
Sprawa beznadziejna, zagadka nie do rozwiązania. Recepta jest jedna - Sherlock Holmes.
Studium w szkarłacie
Dokonano niezwykle przebiegłego morderstwa. Na miejscu zbrodni znaleziono mężczyznę bez żadnych ran zewnętrznych, przy ciele ofiary leżała obrączka, która wyraźnie mówiła, że zsunęła się ze smukłego, kobiecego palca. Na ścianie widnieje słowo, wypisane krwią "Rache", z niemieckiego, zemsta. Dowody nie trzymają się kupy, a gdy dochodzi do kolejnego morderstwa, jedno jest pewne, na miejscu zbrodni, nie obejdzie się bez Sherlocka Holmesa.
Znak czterech
Młoda kobieta, bardzo pokrzywdzona przez życie, co roku dostaje w prezencie po jednej, najprawdziwszej perle. Na paczce nie ma danych nadawcy, który robi wszystko, aby się nie ujawnić. Kilka lat temu zaginął jej ojciec, sprawa nie została wyjaśniona do dnia dzisiejszego. Czy Holmes wraz ze swoim pomocnikiem doktorem Watsonem poradzą sobie z rozwiązaniem tej zagadki, odgryją tajemniczego ofiarodawcę, a przy okazji dowiedzą się, co stało się z ojcem Mary Morstan?
Pies Baskerville'ów
Małe miejscowości to idealne środowisko do rozwijania się różnych legend, wierzeń i rodzinnych historii, sięgających dziesiątki, a czasem i setki lat wstecz. W ogromnym majątku Baskerville'ów krążą pogłoski o klątwie, która została rzucona na wszystkich spadkobierców rodzinnego majątku, kiedy słowa stają się prawdą, a kolejni właściciele zaczynają ginąć, miejscową ludność ogarnia paniczny strach. Co jednak zrobić ma sir Henry, który nie wierzy w klątwę, ale nie potrafi także wytłumaczyć śmierci swoich przodków? Oczywiście zwraca się do jednego z najlepszych detektywów w Anglii, Sherlocka Holmesa i jego przyjaciela doktora Watsona.


Recenzja:
Londyn, Baker Street? Słyszeliście? Dam sobie rękę uciąć, że przynajmniej część z Was, odpowie na to pytanie twierdząco. A gdy zapytam, czy znacie taką oryginalną postać jak Sherlock Holmes, niech mnie diabeł porwie, jeśli ktoś odpowie, że pierwszy raz w życiu, słyszy to nazwisko.
The Sherlock Holmes Museum - źródło

Myślę, że nie muszę się więcej rozpisywać o czym ta książka właściwie jest. Detektyw, a właściwie prywatny konsultant detektywistyczny, jedyny na świecie, bo jakby nie było, sam wymyślił ten zawód. Wysoki, bardzo szczupły mężczyzna z wyjątkową, ponadprzeciętną inteligencją. Człowiek, który szprycuje się narkotykami, kiedy brakuje mu wysiłku umysłowego. Gra na skrzypcach niczym wielcy wirtuozi, zna wszystkie rodzaje tytoniu, a co najistotniejsze, rozwiązuje zagadki, których nie są w stanie odgadnąć najlepsi detektywi w Anglii(o Lestradzie tutaj mowa). Ten oto człowiek to tytułowy bohater książki Arthura Conan Doyle, postać, która na trwałe zapisała się w literaturze, wyryta tak grubo, że nie sądzę, aby kiedykolwiek została zapomniana.

Jakiś czas temu wydawnictwo Zysk i S-ka postarało się o nowe wydanie trzech najsłynniejszych, a zarazem najstarszych, opowiadań z cyklu o tym, nieprzeciętnym detektywie. Książka, którą po prostu musiałam mieć na własność. Zdradzę Wam w sekrecie, że wydawnictwo zdobyło sobie u mnie ogromnego plusa, genialne wydanie, chropowata okładka, z czymś takim spotykam się pierwszy raz i byłam zachwycona, jeździłam po niej paluchami tam i z powrotem haha. Duże litery i pięknie zdobione strony tytułowe rozdziałów. Twarda okładka, nieco większy format, a wisienką na torcie są dołączone, do ostatniego opowiadania, ilustracje, które, uwaga! uwaga!, są przedrukami z oryginalnych prac Sidneya Pageta. Takie wydanie to jeden z cenniejszych skarbów w mojej biblioteczce.

Pierwsze wrażenie. Byłam zaskoczona, kiedy zaczynając czytać, zdałam sobie sprawę, że narracja jest pierwszoosobowa i prowadzi ją doktor Watson, nie tego się spodziewałam, a raczej, obiektywnego, trzecioosobowego opisu wydarzeń. Nie przeszkadzało to oczywiście w niczym, ale szok pozostał gdzieś tam w głębi podświadomości.

"Mogę mieć tylko nadzieję, że nie zapamiętał żadnej odpowiedzi, jakich mu wtedy udzieliłem. Holmes twierdzi, że na własne uszy słyszał, jak uprzedzałem Sholto o wielkim niebezpieczeństwie, na jakie się naraża, biorąc więcej niż dwie krople oleju rycynowego, natomiast rekomendowałem strychninę jako środek uspokajający."

Sherlock Holmes i doktor Watson to "para" idealna. Pierwszy ze swoim intrygującym i zaskakującym charakterem, zrównoważony jest przez spokojnego Watsona. Mimo, że jest on postacią niezbyt wyrazistą, nie możemy powiedzieć, że nie wniósł nic do histroii literatury. Sam znika w tle, ale razem ze swoim przyjacielem, wysuwa się na pierwszy plan.
Bohaterowie wielokrotnie sprawiali, że książka wywoływała uśmiech na mojej twarzy. Pochłaniała całkowicie, a świat przedstawiony jak i język, narracja, czy opisy przyrody, są bez zarzutu. Klasyka sama w sobie. 
Wiem, że wiele osób unika opowiadań na rzecz powieści. Powód jest jeden, autorzy zazwyczaj nie trzymaja się jednego poziomu, kiedy jedną historię jesteśmy skłonni wynieść na piedestał, to gdy przechodzimy do kolejnej, ciarki przechodzą nam po plecach, nie ze strachu, czy choćby zimna, a z zażenowania, bo niektóre opowiadania lepiej dać do niszczarki papieru, niż sakazywać drugiego człowieka na tak potworną męczarnie. Miejmy czyste sumienia!
Arthur Conan Doyle to ceniony pisarz, powód jest jeden, on pisze dobrze, bardzo dobrze, poziom ma jeden, którego się trzyma i to jest ogormny plus. Jednakże nie przeszkodziło mi to mieć swojego ulubionego opowiadania. Wiemy, każdy czytelnik to milion różnic, ty lubisz to, ja lubię to, ty docenisz ogromną wyobraźnię autora, ja przebiegłość i umiejętność napisania jednego z lepszych wątków kryminalnych. Tym razem moim faworytem jest "Studium w szkarłacie", opowiadanie, które zawiera nutkę romantyzmu. Historie miłosną w tle. Nie ma mowy o przesłodzeniu, w żadnym wypadku, tego jest mało i to właśnie doceniam.

"Niegodziwy to człowiek, nad którym łzy nie uleje ani jedna kobieta."

serial a książka
źródło
Może ktoś z Was oglądał serial o tytule"Sherlock" na podstawie opowiadań A. C. Doyle? Jeśli tak, to bardzo dobrze, bo jest to jedna z lepszych ekranizacji. Choć nie pod względem dokładności, serial przeniesiony jest do współczesności, wydarzenia są w większości inne, jednak aktorzy idealnie odgrywają swoje role. Czytając miałam wrażenie, że serial jest idealnym odzwierciedleniem książki, tylko, że bohaterowie nie jeżdżą taksówkami a dorożką, a Watson nie pisze bloga a pamiętnik.
Uwielbiam Benedicta Cumberbatcha za grę Sherlocka, świetnie się spisał i oczywiście plus za wygląd. Sprostał mojej wyobraźni. :)

Sherlock Holmes i doktor Watson to bohaterowie, których warto poznać, lepiej, trzeba!, jeśli tylko nie chcesz stracić wartościowej książki z oczu. Kolejne opowiadania mam już w planach, a Wam polecam, to książka, która zadowoli nie tylko miłośników kryminałów, jak pisałam, A.C. Doyle nawet lekko nam posłodził historię o tym "bezuczuciowym" detektywie.

Moja ocena:
8,5/10
 Wyzwania:
1. Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
+4,5cm = 97,8/160 
2. Czytam opasłe tomisk



Przepraszam za dłuższą nieobecność, kilka dni temu zaczęłam pierwszy rok studiów. Trzymajcie kciuki, bo po wykładzie z mikroekonomii jestem przerażona. Ostatnio mam też sporo załatwień i mieszkanie z najlepszą przyjaciółką w samym centrum Krakowa też nie sprzyja blogowaniu, ale czas na powrót do "obowiązków", bo jakby nie było, przyjemności czasem pokrywają się z tym strasznym słowem. Za kilka dni post powakacyjny - zdjęciowy. 
PS. Zapraszam do polubienia mojego fanpage'a na fb (patrz po prawej).
Do zobaczenia!