niedziela, 31 stycznia 2016

Styczeń, sesja, zmiany, postanowienia!!!


źródło
Sesja oficjalnie na naszej uczelni startuje dopiero 2 lutego, ale każdy student dobrze, wie, że tak naprawdę zaczyna się przynajmniej z miesiąc wcześniej, te wszystkie zaliczenia, raporty, wpisy, zerówki, ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Studia to najlepszy okres w naszym życiu, jeśli oczywiście potrafimy go wykorzystać.

Przyznam się szczerze i z lekkim cieniem zawstydzenia, że pierwszy rok poza nauką, poświęciłam głównie imprezowaniu. Nie czuję, żeby był zmarnowany, nic nie zastąpi masy wspaniałych wspomnień, ale czuję pewien niedosyt.
Miałam masę planów, które nie wypaliły przez "brak czasu". Ten rok akademicki postanowiłam wykorzystać o wiele lepiej, zmieniłam kierunek studiów(jeszcze kiedyś o tym napiszę). Znalazłam weekednową pracę. Zaczęłam odkładać pieniądze, co wiąże się też z moim innym celem(tajemnica zostanie rozwiana wkrótce). Zapisuję się na siłownię, gdzie swoje zainteresowanie poświęcę gł. zumba <3 Znowu zacznę regularnie chodzić na basen. A to dopiero początek moich postanowień, ale w tym roku mam nadzieję, że nauczę się wykorzystywać czas z całych sił.

Może pomyślicie, taaa gadanie, każde postanowienia kończą się tak samo, dlatego nie piszę, nie zdradzam póki co, dopiero gdy zacznę się do nich dobierać, będę Wam odsłaniać po troszkę rąbka tajemnicy. Tym razem wierzę w to, że dam radę. Bo człowiek jeśli tylko chce, może góry przenosić. Ja się o tym przekonałam, miesiąc niejedzenia słodyczy, było dla mnie bardziej niemożliwe niż wspięcie się na Kilimandżaro, a jednak dałam rady. Uzależnienie od czekolady to nie byle co. Cały styczeń bez spóźnienia dla osoby, która na nowym kierunku była kojarzona przez wszystkich tylko dlatego, że ciągle się spóźniała:

[Sytuacja w tramwaju]
-Hej, Ty też na biomedyczne?
Odwracam głowę zaskoczona i patrzę na zupełnie nową twarz:
-Taaak, to pewnie też jesteś z psychologii? - dalej niepewnie, ale uśmiecham się do nieznajomej.
- Tak, tak, właśnie kojarzyłam Cię z wykładów, bo zawsze się spóźniasz - i banan na twarzy mojej rozmówczyni
....

Wtedy stwierdziłam, że jednak coś z tym trzeba zrobić. Miesiąc już za mną i oby tak dalej :D

Niewierni twórzmy postanowienia, którym podałamy, albo nawet niemożliwe, ale na których nam niesamowicie zależy, a wtedy motywacja będzie filarem naszego sukcesu i razem damy radę! Trzymajmy kciuki za siebie nawzajem <3


Krótkie podsumowanie 2015 roku:
Ilość postanowień: 21
Skończone/zaliczone: 6
Zaczęte/nieskończone: 8
Brak reakcji: 7
Procentowy wynik wykonanych postanowień: 6/21 ---> 28,5%
Więcej informacji: klik

Wniosek:
 Wyniki marniutkie i co tu się okłamywać, ale to nic czym mogłabym się zamartwiać, to powód do mobilizacji. Nawet twórca akcji przeczytam 52 książki w roku, przyznał, że nie podołał swojemu wyzwaniu i dla mnie to było największą motywacją, aby dalej trwać przy tej akcji i przez porażkę, nie poddawać się, ale jeśli tym razem przeczytałam 28 książek , to w tym roku pnę się wyżej, a celem jest 52 i z roku na rok coraz więcej aż w końcu się uda.
Tak więc, nie poddaję się, kilka postanowień skreślam ze swojej listy, kilka dopiszę z czasem. A za rok znowu usiądę przed laptopem i zrobię podsumowanie tym razem roku 2016, mam nadzieję, że tym razem z dumą i bananem na twarzy <jak moja spostrzegawcza koleżanka z roku>, oświadczę Wam, że większość moich planów powiodła się sukcesem.

Dziękuję wszystkim, którzy są ze mną do tej pory, którzy towarzyszyli mi w mojej blogowej przygodzie przez ubiegły rok i są świadkami moich sukcesów i porażek. Jesteście wspaniali <3

wtorek, 29 grudnia 2015

Mało czasu - dużo książek

Grudzień to miesiąc, który kojarzy się nam z dużą ilością wolnych dni, jednak nie pokrywa się to z wolnym czasem, który moglibyśmy zarezerwować tylko i wyłącznie dla siebie. To czas, kiedy musimy zadbać o prezenty, upiec pierniczki, wymyć okna i zdjąć pajęczyny w miejscach, o których zapomnieliśmy. To miesiąc, w którym rodzina przypomina sobie o wzajemnych relacjach i zjeżdża się by spędzić ze sobą wspólne chwile. Te cztery ostatnie tygodnie w roku, to jedne z najbardziej magicznych, aż dziwne że pod wpływem historii o narodzinach Jezusa ludzie potrafili zbudować tak piękne tradycje. Mimo że często myślimy o rzeczach mniej ważnych, denerwujemy się zamieszaniem związanym ze świętami, ale w gruncie rzeczy, większość z nas choć raz poczuło to ciepło Bożego Narodzenia.
 Mimo, że już po świętach to mam nadzieję, że spędziliście je tak jak tego oczekiwaliście. Radośnie i z miłością. Mam nadzieję, że znaleźliście też czas dla naszego wspólnego hobby - czytania. Chociaż czasu nie było za wiele, to mam dla Was kilka książek, które udało mi się przeczytać :D






"Lisia dolina" to książka, którą chciałam przeczytać od dawna, dreszczyk emocji, który wyczułam już w opisie, przyciągał mnie jak magnes. Nie myliłam się, książka nie nudzi, z każdą stroną rozbudza ciekawość. Morderstwo, niesamowicie okrutne, które było kwestią "przypadku", stawia sprawę w dosyć niespotykanym świetle. To my mamy zdecydować, jak patrzeć na morderce. Trudna książka, ale warta przeczytania. Nie pożałujecie :)









Fragmenty tego reportaża były moją inspiracją do pracy maturalnej. Dwa lata później nareszcie się zmobilizowałam i zamówiłam książkę. Niesamowicie prawdziwe i rzetelne sprawozdania ze zdarzeń, które wydarzyły się na prawdę. Za każdym razem autor pozostawia nam "przestrzeń", abyśmy mogli się zastanowić i sami ocenić sytuacje. Czasem ciężko jest przebrnąć przez słowa, które są odzwierciedleniem ciężkiej rzeczywistości, czasem jest trudno popatrzeć na coś obiektywnie, czasem możemy tylko się zastanawiać, czy aby na pewno nie postąpilibyśmy tak samo.
Warto przeczytać, warto spojrzeć na rzeczy, które oceniamy z innego punktu widzenia.







Szczerze mówiąc po tej pozycji oczekiwałam czegoś innego. Spodziewałam się wojny, nieszczęśliwej miłości. Dostałam coś innego przez co na początku ciężko było mi przebrnąć. Nie żałuję, a wręcz dziękuję sobie w duchu, że dałam rady, bo ta pozycja jest bardzo wartościowa.
Książka wprawiła mnie niejednokrotnie w stan zdumienia, przeraziła i otwarła jeszcze bardziej oczy na okrucieństwo wojny. Co dzieje się z ludźmi, gdy już z pozoru wszystko się ułożyło? Kiedy wojna się kończy, czy wracają do tego co było przed jej rozpoczęciem? Co z bliznami, które zostały ukryte głęboko w naszej psychice?
Ta pozycja ukazuje jak ciężko jest wrócić. Jak widok śmierci niszczy człowieka. Jak cierpią kobiety i dzieci, które mimo że nie biorą aktywnego udziału w wojnie, są zaangażowane w nią na równym poziomie.
Piękna książka, ciężka w odbiorze, ale bardzo bardzo polecam.





Na sam koniec pozostawiłam sobie istną perełkę wśród książek, do których nigdy nie wrócę. Gdybym tylko mogła, przyznałabym jej Nagrodę Literackiej Dyni
Co dziwne, pierwsza cześć na prawdę mi się spodobała. Przymknęłam oko na ten banalny i jak często powielany, trójkąt miłosny, banalność, która pojawiała się chwilami, ale w rzeczy samej książka była wciągająca, ciekawa i bohaterowie... Chase, którego uwielbiałam. 
Co w takim razie stało się z druga częścią? Sama nie potrafię sobie tego do końca wyjaśnić. 
Pani McAdams wbiła mi nóż w plecy, kiedy tak po prostu jednym incydentem zmieniła losy bohaterów. Gdyby tego było mało, jakże męscy bohaterowie książki, zamienili się w ciepłe kluchy, misiaczków, których chce się tylko przytulać, którzy uchyliliby swojej ukochanej nieba, mimo że ta jak piłka do ping ponga lądowała w łóżku raz jednego, raz drugiego. 
W każdym razie nie zapominajmy o tym, że ona była wspaniała, niesamowicie piękna, mądra i dorosła, umysłowo rzecz jasna. Tak w ogóle to tam nie było brzydkich ludzi. Wszyscy wyglądali jak z okładki Glamour. Każdy też kochał Harper(gł. bohaterka), czytając o tym można zapomnieć, że istnieje jakiś tam stereotyp złej teściowej. 
Książkę czytałam na wykładzie z filozofii i mimo, że zazwyczaj na tym przedmiocie zasypiam, to żałuję, że zmarnowałam wtedy czas poświęcony wywodom naszego profesora. Razem z koleżanką przewidziałyśmy wszystko, co się wydarzyło. Zapewniło nam to świetną zabawę, jednocześnie pogrążając książkę. Każda sytuacja tylko podnosiła jej miejsce w randze debilizmu. 
Rozczarowałam się i to bardzo, bo po pierwszej cześci nie spodziewałam się, że "Wybieram miłość" nie zasłuży nawet na jedno słowo pochwały. Zdecydowanie nie polecam :(






 A na koniec, pragnę Wam złożyć najserdeczniejsze życzenia z okazji nowego roku. Życzę Wam postanowień, które w końcu przyniosą oczekiwane skutki, nowych cudownych przeżyć, szalonych przygód i spełnienia marzeń. A w sylwestra najlepszego szampana i zabawy do samego rana :D
Do zobaczenia wkrótce :*

Wyzwania: - Przeczytam tyle, ile mam wzrostu + 3,5cm + 1,2cm + 3,2cm + 2,2 cm = 77,8/161 - Przeczytam minimum 52 książki w 2015r. - 32/52

niedziela, 13 grudnia 2015

Jesienne czytanie cz. I

Wróciłam i znów mnie nie ma, a właściwie nie było, bo kolejny raz się tutaj pokazuję, tym razem, mam nadzieję, że już na stałe. Obiecuję się poprawić i więcej nie znikać. Choć ze smutkiem muszę przyznać, że przerwy między postami będą dłuższe i niezbyt regularne, ale chcę pisać dla Was i dla siebie. Mam w głowie sporo pomysłów i tematów do poruszenia. 

Dzisiaj przychodzę do Was z tym, co najczęściej możecie tutaj zobaczyć. Książki! <3
Nazbierało mi się tytułów do zrecenzowania, dlatego tak pokrótce przedstawię dzisiaj tylko kilka z nich. :D



"Mam tylko nadzieję, że biegniesz do czegoś, a nie uciekasz przed czymś."


Sparks to pisarz, do którego mam niezwykle wielki sentyment. Prawda nudna i szeroko znana. Powtarzam to chyba za każdym razem, kiedy piszę, o którejś z jego książek, a musicie wiedzieć o tym, że jestem już w połowie poznawania jego twórczości. :D 
Nie pisze on szczególnie ambitnie, ale za to jego historie są piękne i to jedno słowo jest najlepszą recenzją jaką mogłabym napisać. Kryje się pod nim tak wiele jak w słowach, które przelewa N. Sparks na karty swoich powieści. 

"Noce w Rodathe" czyta się niezwykle szybko i przyjemnie. Można się przy nich odprężyć, choć nie brakuje w nich bólu, bo jest coś co odróżnia książki Sparksa od typowych obyczajówek. One nigdy nie kończą się prostym happy-endem. Zawsze jest to "coś", przez co czujemy gorycz, choć w gruncie rzeczy skończyło się pozytywnie. Nie każdemu to pasuje, ale ja za to właśnie cenię autora. I ta mądrość, którą zawsze można dostrzec między słowami. Autor zdecydowanie zasługuje na uznanie.

Jeśli nie przeszkadza Wam ciężka rzeczywistość i chcecie poczytać o tym, że na miłość nigdy nie jest za późno, to polecam. Na pewno się nie rozczarujecie.






"seks to próba władzy. Wchodzisz na ring. Ona patrzy na Ciebie pyta: jesteś wystarczająco silny? Potrafisz mnie nagiąć? Potrafisz mnie złamać? Potrafisz sprawić żebym dała Ci od tyłu? Dostaniesz to co chcesz jeśli kobieta poczuje, że jest słabsza od Ciebie.
Mówisz są kobiety, które nigdy nie zdradzają? To tylko kwestia ryzyka i stopnia fascynacji. Jeśli maja pewność, że nikt się nie dowie, że niczym nie ryzykują będą zachowywać się jak najstarsza kurwa z Poznańskiej. Będą żebrać żebyś je tylko wziął. Jak najszybciej. Tu! Teraz! Bez zdejmowania ubrań, na stojąco, po drzwiami, na stole czy parapecie. Bo ludzie to zwierzęta."

Wokół tej książki swego czasu narobiło się sporo szumu. Krytyków co nie miara, ale znalazła się też masa pozytywnych głosów. Jednak to  nie to, przyciągnęło mnie do tego tytułu. Zrobiły to cytaty, które jak się później okazało, możemy znaleźć dopiero w drugiej części. 

Czarny to bohater książki, który prowadzi dość "luźny" styl życia. Bez zobowiązań i tylko dla przyjemności. Książka opływa w wulgaryzmy. Czasem nawet przeraża, bo jeśli miałaby ona przedstawiać obraz typowego mężczyzny., szczerze przyznam, że zwątpiłabym w płeć przeciwną. 

Zalety tej książki, mogą być dla jednych plusem, dla innych, minusem. Książka nie trafi do każdego i chyba trafić nie powinna, bo do niej trzeba podejść na luzie, tak jak główny bohater, podchodził do swojego życia, a wtedy gwarantuje Wam ona świetną zabawę i jeśli załapiecie ten typ poczucia humoru, możecie być zadowoleni. Ja co prawda fanką "Pokolenia Ikea" nie zostałam, ale muszę przyznać, że w gruncie rzeczy, jestem na tak.






Kolejna część "Pokolenia Ikea" po jakże zachęcającym do dalszego czytania, zakończeniu, części pierwszej, zaczyna się o wiele lepiej. I tak już pozostanie do końca. Autor nie odstąpił od swojego stylu, wulgaryzmy, niezobowiązujący seks, przygody, alkohol. Żyć nie umierać. A jednak bohater trochę zmądrzeje, a dzięki temu, wiele fragmentów przypadnie do gustu nawet zagorzałym romantyczkom/romantykom. 

Będzie ciekawie i zabawnie, no i oczywiście w tej części znalazłam wreszcie te pamiętne cytaty. 

Polecam, szczególnie tym, których nie zraziła część pierwsza. :D

"Jest coś podniecającego w gotowaniu. Możesz jej podać łyżkę z sosem, żeby spróbowała. Możesz stanąć za nią, napierając na jej pośladki, alby pokazać, jak powinna utrzeć ser. Może usiąść na blacie, rozchylając uda. Możesz dolewać jej wina bez ograniczeń. W końcu gotujecie. Możesz ją klepnąć w tyłek. Możesz ją ubrudzić, a następnie zdjąć z niej to, co ma na sobie. Możesz ją w końcu nakarmić. A jeśli zrobisz to naprawdę dobrze... Zaprawdę powiadam wam: więcej kobiet doprowadziłem do orgazmu widelcem i makaronem niż innymi częściami ciała."

"Jeżeli on odsuwa Ci krzesło, kiedy siadasz, otwiera drzwi, kiedy wsiadasz, podaje płaszcz i ułatwia wejście do lokalu - to nie znaczy, że Cię kocha. Nie powinnaś mylić dobrych manier z zaangażowaniem. Jeżeli trzyma Twoje włosy, kiedy wymiotujesz jak kot na imprezie, to nie znaczy że Cię kocha. Jeżeli się z Tobą przespał - to nie znaczy, że Cię kocha. Nawet jeżeli następnego dnia zadzwonił. Nawet jeżeli przespał się ponownie. Nawet jeśli sypia z Tobą od roku - to nie znaczy że Cię kocha i że do czegokolwiek się zobowiązał. Nawet jeśli mówi, że kocha, to może to oznaczać zupełnie coś innego... Ja wiem Olu, że jesteś z innego pokolenia. Mamy równouprawnienie, kobieta może wysyłać sygnały tak samo jak mężczyzna, może podejmować inicjatywę i brać sprawy w swoje ręce. Ale kochanie, nie ma tak nieśmiałego mężczyzny, żeby nie był w stanie wystartować wtedy kiedy naprawdę mu zależy. Nie goń, nie ścigaj, nie napieraj. To Ci się zwyczajnie nie opłaci."



Wyzwania:
- Przeczytam tyle, ile mam wzrostu + 2cm + 1cm + 1,5cm = 66,7/161
- Przeczytam minimum 52 książki w 2015r. - 28/52
- Przeczytam wszystkie książki jednego wybranego autora - Nicholas Sparks - 9,5/18

A Wy? Czytaliście? Jak oceniacie? :D

poniedziałek, 26 października 2015

Dom na plaży - Sarah Jio





Gatunek: obyczajowa, dramat
Wydawnictwo:Między Słowami
Ekranizacja: nie







Przyznacie, że czasem zdarzają się dziwne zbiegi okoliczności, ale niektórzy z nas wierzą, że każde nasze działanie prowadzi do celu. Przeznaczenia. Hasło, które wywołuje ironiczne uśmiechy, rozmarzone spojrzenia, ekscytację i zainteresowanie. Część z nas się tego wypiera, inni ukrycie mu ufają, a zdecydowana większość nawet nie wie, że w nie wierzy. Bo kto choć raz, w duchu nie pocieszył się słowami "widocznie tak miało być", niech pierwszy rzuci kamień. Tak na prawdę, wielu chciałoby w to wierzyć, to takie pocieszające, że nie tylko my ponosimy odpowiedzialność za nasze czyny. To jest jak obietnica, że kiedyś będzie lepiej, że jeszcze dostaniemy to, na co zasługujemy. Każdy z nas ma pewnie inne zdanie na ten temat, tą kwestię dzisiaj zostawię, ale za to poproszę Was, żebyście na krótki moment uwierzyli. Wyobraźcie sobie, że jest coś takiego jak przeznaczenie i odgrywa istotną rolę w naszym życiu. A teraz, zamknijcie oczy. Podajcie mi rękę. Zaprowadzę Was w niesamowite miejsce, a tej wycieczki nie zapomnicie do końca życia.

Anne, młoda pielęgniarka była zaręczona. Jednak w jej życiu czegoś brakowało, choć wydawać by się mogło, że miała wszystko. Bogaty, przystojny narzeczony, rodzice, którzy zapewnili jej wszystko, pewna przyszłość, miłość, przyjaźń. Rzec jednak trzeba, że życie dziewczyny toczy się podczas wojny. Pod wpływem przyjaciółki rusza na front, by nieść pomoc rannym żołnierzom. To właśnie na pięknej wyspie Bora-Bora, gdzie świat wydaje się niemal rajem, poczuje co znaczy cierpienie. Stanie przed trudnymi wyborami, odkryje czego jej brakowało w tym pięknym, dostatnim życiu.

Miłość, strach, zagrożenie, kłamstwa, zbrodnia, zdrada. Ta książka jest niesamowicie przyjemna i pewnie zastanawiacie się jak po tych strasznych słowach mogę użyć takiego słowa, ale ta książka na prawdę taka jest. Główna bohaterka staje się nam niemal przyjaciółką. Zabiera nas, na wyspę, w walizce, jako dodatkowy bagaż i jako obserwatorzy przeżywamy z nią tą niesamowitą historię, pełną emocji i wrażeń.

Nie mogłam się oderwać, przeczytałam ją w zaledwie dwa dni i choć nie do końca mogę uwierzyć, że przeznaczenie może mieć aż taką moc, to przy tej książce chciałam. Bo ta historia była urzekająca i popatrzmy na nią tylko przez palce, a damy się oczarować. Choć skończyłam czytać ją wczoraj, wciąż myślami jestem na Bora-Bora przy krzewie hibiskusa w opuszczonym, drewnianym domku, gdzie Anne z pewnym żołnierzem przeżyli najbardziej kulminacyjne dni swojego życia.

"Niektóre historie mają pozostać niedopowiedziane"

Wyzwania:
- Przeczytam tyle, ile mam wzrostu + 2,2cm = 62,2/161
- Przeczytam minimum 52 książki w 2015r. - 25/52

niedziela, 18 października 2015

Na ratunek - Nicholas Sparks

Witam Was ponownie!

Mój powrót zapowiedziałam na kilka miesięcy temu, no cóż, życie potrafi się komplikować. Hasło przewodnie moich wakacji, to brak czasu, ale to chyba lepiej jak coś się dzieje. Mam nadzieję, że do mnie wrócicie i razem będziemy tworzyć tego bloga, ja dodając posty, a Wy, wyrażając swoją opinię. Mam też kilka pomysłów na powiększenie Waszej roli, ale o tym wkrótce. Szykuję też posta, w którym opowiem o swoich wakacjach i obiecuję dużo zdjęć. Wybaczcie tak długą nieobecność, ale tęsknię za pisaniem, mam już to chyba we krwi. Działamy dalej? :D



                                                                     ---------------------------------------------------------


 




Gatunek: obyczajowa, dramat
 Wydawnictwo: Akurat
 Ekranizacja: nie






"Ludzie przychodzą i odchodzą… pojawiają się i znikają z twojego życia prawie tak jak bohaterowie ulubionej książki. Kiedy ją w końcu zamykasz, postaci opowiedziały swoją historię i zaczynasz czytać nową książkę z całkiem nowymi bohaterami i ich perypetiami. I po jakimś czasie koncentrujesz się na nich, a nie na tych z przeszłości."

Kolejny raz w powieści Sparksa pojawia się motyw nieuleczalnej choroby. Tym razem takiej, którą ciężko zdiagnozować. Synek Denise Holton nie potrafi mówić. Samotna matka musi radzić sobie z wieloma przeciwnościami losu, któregoś dnia ulegają wypadkowi, malec gubi się w lesie. Na ratunek rusza strażak, który odegra dość znaczącą rolę w życiu tej dwójki, ale niestety w życiu nie ma happy endów, tak też tutaj, fabuła dopiero weźmie rozbieg, nie dając żadnych kart ulgowych.

Sparks ma w sobie coś, co przyciąga mnie do jego książek, wystarczy, że zobaczę to nazwisko na okładce. Nie bez powodu też, wyznaczyłam sobie cel, żeby w tym roku przeczytać wszystkie jego powieści. <idzie marnie :O>
Każda z pozycji, którą przeczytałam zawiera jakieś przesłanie, prawdę życiową, której każdy powinien być świadomy. Są piękne i napełniają nas nadzieją, na lepsze jutro, na to, że może życie nie jest tak do bani jak wydaje się nam w pochmurne, jesienne wieczory.
"Na ratunek" to nie książka, którą poleciłabym wymagającemu czytelnikowi, który oczekuje czegoś z górnej półki, bo Sparks nie celuje do prawdziwych koneserów literatury, ale do zwykłego czytelnika, który pragnie odprężyć się przy powieści, ale i wymaga, by po prostu nie zmarnować czasu.

Polecam!

Wyzwania:
- Przeczytam tyle, ile mam wzrostu + 2,2cm = 60/161
- Przeczytam minimum 52 książki w 2015r. - 24/52
- Przeczytam wszystkie książki jednego wybranego autora - Nicholas Sparks - 8,5/18

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Chwila na oddech

Witam Was moi kochani. Nie było mnie tu dosyć długo i dzisiaj zamiast wielkiego powrotu z fanfarami, deszczem szampana i fontanny z czekoladą, mam dla Was tyko krótki komunikat, który łamie mi serce. Piszę do Was po długim milczeniu, jak chłopak, który boi się stanąć twarzą w twarz ze swoją dziewczyną i oznajmić jej, że to koniec. Tak też z podkulonym ogonem przyznaję się , że na jakiś czas muszę Was opuścić. Wrócę, gdy trochę ogarnę swoje życie, wenę pisarską i znajdę choć chwilkę czasu. Pisanie jest dla mnie zbyt ważne, żebym potrafiła z nim skończyć raz na zawsze. Odkąd pamiętam to coś skrobałam, mam furę pamiętników, własnych opowiadań i wierszy, pisałam kilka blogów, ale to ten pokochałam najbardziej i Was, za to że czytacie i wciąż ze mną jesteście. Chcę rozpocząć nowy etap w swoim życiu, coś zmienić, od jakiegoś czasu czuje niedobór "emocji". Trzeba ruszyć tyłek i zacząć coś robić! Zdradzę Wam tylko tyle, że w moich planach jest zapisanie się na pewne zajęcia, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, jednym z pierwszych postów, które się pojawią, będzie dotyczył tej tajemniczej rzeczy i uwierzcie mi, będzie to nieco kontrowersyjne, więc powiem nieskromnie, chyba warto :P

Szczerze wierzę, że mnie nie opuścicie. Ja też tego nie robię, strona na fb będzie nadal aktywna, bloga nie mam zamiaru usuwać, bo tu wrócę. Trzymajcie kciuki, a ja Wam życzę cierpliwości do mnie ;) i udanego czerwca, a może w następnym miesiącu spotkamy się znów tutaj :D

PS. Na fb nadal będę publikować króciutkie posty na temat książek/filmów/seriali.

źródło