czwartek, 17 marca 2016

O miłości na dwa sposoby

Na zakręcie - Nicholas Sparks

 

Jego nazwisko trwale kojarzone jest z pięknymi historiami o miłości, czasem nieco infantylnej, ale przepełnionej nadzieją. Dla wielu osób jego książki będą pełne emocji, wyjątkowości, łez i radości.
Od kiedy pierwsza powieść Nicholasa Sparksa wpadła w moje ręce, a było to dobre parę lat temu, pokochałam jego pióro całym sercem. Daleko mi do bujającej w chmurach romantyczki, nie jestem rodzajem kobiety, która uwielbia komedie romantyczne, kwiaty, serduszka, a 14 luty, to najważniejszy dzień w kalendarzu. Bliżej mi do stwierdzenia, że twardo stąpam po ziemi, choć najbezpieczniej jest powiedzieć, że czasem zdarza mi się oderwać od podłoża i niczym Bambi, ten uroczy jelonek z bajek Disneya, podskakiwać ze szczęścia, marzyć o prawdziwej miłości, dziecinnymi pragnieniami, chcieć czegoś, co wprawi serce w drżenie.
Nicholas Sparks to jeden z niewielu pisarzy, który potrafi zachwycić mnie swoimi historiami o miłości. W jego książkach ludzie nie są wolni od trosk, wręcz przeciwnie, zazwyczaj to osoby, które w życiu sporo przeszły, które żeby pokochać, musiały najpierw zrozumieć wiele rzeczy. To nie są głupie opowiastki, które nakładają nam klapki na oczy, mówiące, że mamy czekać tylko na tego jedynego, bo będzie on bez wad, a kiedy go spotkamy, będziemy doskonale wiedzieć, że to on i wystarczy tylko jeden dotyk, a na naszym ciele pojawią się ciarki i niech nikt nie pomyśli, że to z zimna, to z uczucia!
Mimo, że wiele osób zarzucało naiwność książkom Sparksa, ja bronię go przed tym stwierdzeniem rękami i nogami. Bo jeśli czytamy uważnie, to dostrzeżemy różnice między niewinnym Kopciuszkiem, odważnym i pozbawionym wad księciem na białym rumaku, a bohaterami powieście Sparksa.
"Na zakręcie" to historia Milesa Ryana, który samotnie wychowuje syna. Celem jego życia jest schwytanie mordercy swojej żony. Jako policjant niemal całkowicie oddaje się swojej pracy. Do czasu, kiedy na jego drodze stanie Sara Andrews, nauczycielka Jonaha.
Godzenie się z przeszłością nigdy nie jest łatwe, a zaczynanie wszystkiego od nowa, (kto próbował ten wie), to niewyobrażalnie ogromny próg do pokonania. Kiedy przeszłość zacznie wyciągać swoje oślizgłe ręce, Miles stanie przed wyzwaniem. Przewrotność losu, czasem nie zna granic. Jak potoczą się losy bohaterów. Szczerze polecam przeczytać. Bardzo przyjemna opowieść jak przystało na Sparksa.


"- Cóż, sprawy się trochę skomplikowały. Zrozumiesz to, kiedy będziesz dorosły.
- Och. - Jonah zdawał się zastanawiać nad jego słowami. - Nie chcę być dorosły - oznajmił w końcu.
- Czemu?
- Ponieważ - rzekł z powagą - dorośli zawsze mówią, że sprawy są skomplikowane.
- Bo czasami takie bywają.
- Czy ciągle lubisz pannę Andrews?
- Tak - odpowiedział Miles. - Lubię.
- A ona ciebie?
- Chyba tak.
- To co jest takie skomplikowane?"

Moja ocena: 6/10 



Kto się śmieje ostatni - Trish Wylie

 

To jest chyba pierwszy harlequin, który w swoim dwudziestoletnim życiu, miałam okazję przeczytać. Ten gatunek odstraszał mnie trywialnością. Czytanie o miłości tylko i wyłącznie było dla mnie nieco przerażające. Oczywiście kłaniam się z szacunkiem przed Szekspirem, bo "Romeo i Julia" nie było niczym innym jak historią wyjątkowo tragicznej miłości. Z biegiem lat na potrzeby uczniów w szkołach, tak, żeby tylko się nie nudzili, wynajdywano więcej treści w treści. Tak myślałam przynajmniej do gimnazjum. Dzięki Bogu człowiek z wiekiem mądrzeje...
Na przestrzeni lat powstało wiele wyjątkowych historii o miłości. To jeden z najbardziej popularnych tematów. Zaczęło się od Adama i Ewy, mówiono też, że Odyseusz i Penelopa, to była miłość, której nie zwiodłyby najpiękniej śpiewające syreny, znamy też dobrze przykład miłości, w której traci się zdrowy rozsądek, Rose i Jacka Dawsona na Titanicu, poznaliśmy burzliwą miłość Edwarda i Belli, o której świat huczał (zestawienie światowej klasy, tak wiem).
Są historie, które uwielbiamy i kolejny raz możemy wylewać hektolitry łez, przy czasem zbyt naiwnej historii. Ja na Titanicu za każdym razem zużywam paczkę chusteczek i pomyślałoby się, że harlequiny są u mnie na porządku dziennym. Historia o miłości musi coś w sobie mieć, jakiś dramatyzm, coś co sprawi, że nie będzie to tylko wielkie Ech! i Ach! Moje serce tak łatwo się nie topi. Dlatego ta oto książeczka, która w wydaniu kieszonkowym ma zaledwie 250 stron, musiała odczekać niemal dwa lata, żebym zebrała się w końcu na odwagę i podjęła męską decyzję. Przeczytam. Szybkim ruchem, wyciągnęłam ją z biblioteczki, bez zawahania, bo decyzja już podjęta. Cofnąć się nie można. I czytam:
Córka burmistrza Nowego Jorku, Miranda, ułożona kiedy trzeba, rozpieszczona, kiedy nikt nie patrzy, całkiem inna sam na sam.  Życie w świetle kamer nie jest łatwe, to ogromna presja i czasem tylko taniec, a raczej wyginanie się w zwolnionym tempie na stole, z dużą ilością %% we krwi, jest w stanie zmniejszyć ilość substancji stresogennych w organizmie.
Kiedy zbliżają się kolejne wybory, nikt nie może dopuścić, aby Miranda, powtórzyła swój wybryk. Dostaje nowego ochroniarza, którego przypadkiem już poznała. Sytuacja staje się nieco niezręczna, tym bardziej, że jej nowa "niańka", to bardzo przystojny mężczyzna.
Lekka powieść, to pierwsze co się nasuwa, po drodze spotykamy się z wątkiem narkotykowym, gdyby tylko był bardziej rozbudowany, może pożałowałabym straconych minut, na zbieraniu się na odwagę do przeczytania tej książki.
O miłości pisano na wiele sposobów, ten fizyczny aspekt, też został omówiony niemal doszczętnie. Trish Wylie w książce "Kto się śmieje ostatni" stworzyła przewidywalną opowieść o bogatej dziewczynie, która jest zupełnie inna niż kreują ją kamery. Dość oklepany temat, ale czyta się całkiem dobrze i co najważniejsze szybko. Polecam jeśli tylko ktoś chce się odprężyć.

Moja ocena:
4/10

Wyzwania: 
- Przeczytam minimum 52 książki w 2016r. - 4/52
- Przeczytam wszystkie książki jednego wybranego autora - Nicholas Sparks - 10,5/18

środa, 9 marca 2016

Harry Potter i Książę Półkrwi z wizytą w Dziórawym Kotle

Przepowiednia wisi nad Harrym jak topór kata. Wszyscy wiedzą, że dla młodego czarodzieja jest ona jednoznaczna z wyrokiem śmierci. Jednak Potter naznaczony mianem Wybrańca, nie poddaje się, wierzy, że w końcu uda mu się zemścić na Voldemorcie, a tym samym pokonać największego czarodzieja czarnej magii.
W Hogwarcie wzmocniono straż, nałożono nowe zaklęcia, których nie da się tak łatwo zdjąć. Wydaje się, że jest to jedno z najbezpieczniejszych miejsc...

Mam 20 lat, a czytając Harrego śmieje się jak dziecko w podstawówce. Czy to nie wspaniałe, że książki, które wstępnie przeznaczone były dla dzieci, potrafią oczarować nawet dorosłego czytelnika. Moja mama po raz n-ty ogląda ze mną z zapartym tchem losy tego młodego czarodzieja, zatracając się po uszy w świecie magii.

To opowieść o przyjaźni, miłości, o wartościach tak wielkich, a przedstawionych na tak prostych przykładach. Każdy chyba marzył o miłości, która zaczęłaby się od wieloletniej znajomości podsyconej uczuciem, Ron i Hermiona, o prawdziwej przyjaźni, której idealnym przykładem jest ta rozsławiona już trójka bohaterów. Jednakże Harry Potter pokazuje o wiele więcej, można tu się doszukiwać najróżniejszych wartości, a znajdzie się na nią przykłady, wierność na dobre i na złe, bezinteresowność.
źródło
Książki o Harrym Potterze to wielopłaszczyznowe powieści dla każdego. Jednak w zależności od wieku, znajduje się w nich całkiem inne, nowe spostrzeżenia. Do tych książek można wracać, kiedy tylko się chce. Nie będę się rozpisywać, bo wiem, że każdy z Was już milion razy słyszał to imię i nazwisko i wie, że ta powieść stała się dla niezliczonej ilości czytelników klasyką. Wielu z Was zapewne wychowało się na książkach pani Rowling, dlatego też właśnie w tym momencie przejdę na inny temat, który założę się(o sernik, domyślicie się gdzie), że wywoła uśmiech na Waszych twarzach.



Ostrzeżenie dla mugoli, dalsza część postu może Was przerazić, to miejsce nie jest dla Was! 


Dziórawy Kocioł


Wyjątkowa wiadomość dla tych, którzy wciąż czekają na list z Hogwartu. W międzyczasie możecie wybrać się do Krakowa i poczuć odrobinę magii. Znaleźć się wśród swoich przyszłych kolegów z Gryffindoru, Hufflepuff, Ravenclaw, a może Slytherinu.
źródło
Na ulicy Grodzkiej, odbiegającej od rynku, otworzono Dziórawy Kocioł, ściśle nawiązujący do pubu w Londynie, utworzonego na wzór miejsca, w którym Harry z przyjaciółmi spędzali swój wolny czas. Słynącego z kremowego piwa, które możecie skosztować również w Krakowie.

Zacznijmy jednak od początku.
Pierwsze wrażenie, przyznam szczerze, trochę rozczarowujące, szukam nad wejściem wielkiego napisu "Dziórawy Kocioł", a zastałam tylko miotłę w drzwiach, której daleko do Nimbusa 2000. Nawet nie odważyłabym się jej porównać do Spadającej Gwiazdy (pierwotna miotła Rona). Wchodzimy jednak dalej i za kratami widzimy drugie wejście, tym razem już oznakowane, schodzimy do podziemi, a tam intensywny zapach świeczek, którym próbowana zamaskować nieprzyjemny zapach. Urok podziemi, potrafię wybaczyć, a nawet załatwię ozonator, byle przy następnej wizycie już go tam nie było.

Lada wygląda całkiem ok, dużo książek, wszystko urządzone na dość prosto-drewniany styl. Po kątach miotły, dużo lampionów ze świeczkami, lampki na suficie, kominek-cudo i sofy z odzysku, ale za to jak wygodnie. Klimat jest, choć widać, że wystrój po kosztach. Jednak mi on jakoś szczególnie nie przeszkadzał, właściciele ruszają i wierzę, że z czasem będzie tylko lepiej. Jednak co mnie bardzo, ale to bardzo raziło. W pierwszej sali, na ścianie, zdjęcie pociągu i nazwa peronu: 8 i 3/4, naprawdę? Aż mnie serce zakuło....


Przechodząc do menu, sporo osób na nie narzeka. No cóż, mogło być więcej zwariowanych nazw, ale moje serducho i tak skradł Prawie Bezgłowy Sir Nick, a że serniki kocham miłością ogromną, tamten podbił moje serce, nazwą, smakiem i wyglądem. No cudo! Polecam szczerze.
Oczywiście nie mogło obyć się bez spróbowania kremowego piwa. Zamówiłyśmy i dostałyśmy w trzech kuflach a'la słoiki. Bardzo dobrze się prezentowały, a co ze smakiem... W tym wypadku jest mi bardzo smutno, bo nawet nie wypiłam do końca, choć bardzo chciałam. Sądzę, że jest to jednak wina moich preferencji, nie przepadam za słodkimi napojami, a mieszanka mleka skondensowanego z karmelem i intensywnym cynamonem, zabiła moje kubki smakowe. To zdecydowanie nie dla mnie, ale znam osoby, którym ta 'mikstura' odpowiada, nawet bardzo. A i karmelowe piwo jest bezalkoholowe, żeby żaden fan/fanka %% się nie rozczarował/a.

W pubie jest oczywiście o wiele więcej do spróbowania, sok z dyni, Patolus Maximus, kanapki różnego rodzaju, kawy, można też załapać się na darmowe ciastko z wróżbą, jeśli wpadnie się gdzieś na promotora. Nam niestety się nie udało :(
Jest też możliwość wypożyczenia różnych gier, co tylko zachęca do odwiedzania tego miejsca z przyjaciółmi. Zabawna jest też możliwość przeniesienia się do Ministerstwa Magii, wszystko fajnie, gdyby napis na drzwiach TOALETY (:D), nie był sporządzony na zwykłej kartce z zeszytu... Ale pomysł dobry, czekam na poprawkę.


Dziórawy Kocioł to bardzo interesujące miejsce na mapie Krakowa. Warto je zobaczyć choćby dlatego, by poczuć się jak uczniowie Hogwartu w przerwie między transmutacją a eliksirami. Trzeba psychicznie przygotować się na spotkanie ze Snapem. Mimo kilku wad, szczerze polecam to miejsce i życzę
powodzenia właścicielom, a w imieniu płaskich portfeli studentów, proszę o wyrozumiałość cenową ;)

Kończąc swoje wywody, chciałam Was bardzo serdecznie zaprosić na stronkę "Droga do siebie", gdzie znajdziecie artykuł na temat piwa bezalkoholowego. Ja po przeczytaniu byłam w lekkim szoku, rzecz jasna pozytywnym.
Link do artykułu tutaj: klik


Wyzwania: Przeczytam minimum 52 książki w 2016r. - 2/52